Ci którzy o blogu pamiętają ^^

wtorek, 22 kwietnia 2014

Koszmarna niespodzianka ( Part 43/44 )

I oto kolejna już przedostatnia notka tego opowiadania. 
Mam nadzieję, że Wam się się spodoba.
Przy okazji chciałabym powitać nową czytelniczkę. Mam nadzieję, ze opowiadania Ci się spodobają i będziesz tu wracać ^^
Dodatkowo Brawa dla M... Jesteś jakimś jasnowidzem xD Dosłownie dwie godziny przed twoim komentarzem skończyłam tą notkę ;P
Przy okazji chciałam poinformować, że jutro wielki dzień, ponieważ zaczynam testy, a potem biorę się ostro do pracy. Muszę zacząć pisać jakieś nowe opowiadanie, które mam nadzieję, że pojawi się niedługo.
To na razie tyle z mojego ględzenia i zapraszam do czytania >^.^<
_______________________________________________________________________________

Kilka dni później Siwon w końcu mógł opuścić szpital. Lekarz przepisał mu odpowiednie leki i maści życząc wszystkiego dobrego i wręczył wypis wychodząc.
- Nareszcie. - westchnął Hee. - Jedziemy do mnie. Skoro ja cię w to wplątałem i to ja byłem winny twojego stanu to teraz będę się tobą opiekował. - powiedział uśmiechając się delikatnie. Wziął torby Siwona przywiezione wcześniej przez Kyu i wyszli.
Do domu dojechali dopiero późnym wieczorem. Obaj byli niesamowicie padnięci i jedyne o czym myśleli to sen. Nawet się nie przebierając runęli na kanapę i chwilę później już spali.
- Siwon wypierdalaj od mojej nogi. - mruczał Hee przez sen potrząsając nogą. Niestety dziwne gilanie nie ustało, a wręcz się nasiliło. Heechul gotów zabić przyjaciela podniósł się przecierając obolały kark i uchylił powieki. Przed sobą zobaczył Wielebnego, który z wrednym uśmiechem na ustach siedział na podłodze w dłoni dzierżąc narzędzie tortur jakim okazało się piórko najprawdopodobniej wyciągnięte z poduszki.
- Długo zeszło. - powiedział wstając. - Ren dzwonił oznajmiając, że zwali się tu z resztą za.. - spojrzał na zegarek. - Dokładnie piętnaście minut. - zakończył i widząc minę Kociowładnego wybuchnął śmiechem.
- Tylko się nie udław. - warknął Kim i z prędkością światła zniknął z salonu. Po chwili z łazienki słychać było szum wody. Siwon pokręcił jedynie rozbawiony głową i zajął się ogarnianiem salonu. Po dziesięciu minutach idealnie kiedy skończył drzwi od ubikacji otworzyły się i wyszedł z niej Chul w samym ręczniku zakrywającym strategiczne miejsca. Choi nie mogąc się powstrzymać oblizał usta, które nie wiedzieć kiedy nagle zrobiły się niesamowicie suche i gapił się z wielkim wytrzeszczem na to cudo. Hee jakby nie zauważając jego wzroku ruszył do sypialni. Dopiero kiedy zniknął z pola widzenia Siwona ten opadł ciężko na fotel i starał się uspokoić rozszalałe serce.
- Możesz mi pomóc z tymi kudłami? - usłyszał krzyk z góry. Chcąc nie chcąc ruszył do sypialni Kociowładnego gdzie najpierw rozczesał poplątane kosmyki, a następnie potraktował je suszarką masując przy tym skórę głowy.
- Mmmmmm.. - zamruczał Hee. Podobał mu się ten masaż i najlepiej by go nie przerywał. Uwielbiał kiedy ktoś bawił się jego włosami. To było bardzo miłe.
- No.. Koniec. - uznał w końcu Siwon. - Zaraz będą chłopaki więc ubierz się szybko, a ja idę na dół. - powiedział po czym wyszedł.
Chwilę później dało się słyszeć pukanie po czym głośną rozmowę. Hee narzucił na siebie pierwsze lepsze ubrania chyba po raz pierwszy się tym nie przejmując i zszedł na dół tuląc każdego z przyjaciół po kolei.
- Hyung.. Tak się o was bałem. - pociągnął nosem Ren wtulając się w gospodarza.
- No już mały nie mazgai się. Jesteśmy cali i zdrowi. Jedynie trochę zmęczeni. - uśmiechnął się do blondyna i zmierzwił mu włosy. Chłopak był niesamowicie uroczy.
- To co... Teraz już wszystko będzie w porządku? Koniec ze stresem i wracasz do roboty? - zapytał Hongki klepiąc Chula po ramieniu.
- No raczej nie inaczej. Muszę nadrobić zaległości. - odparł i zaprosił gości do salonu, gdzie jak zawsze każdy rozwalił się zajmując maksimum miejsca.
- Mówiąc o zaległościach.. Masz sporo propozycji. Chyba najważniejszą z nich jest pokaz dla jakiś szych z Francji. - wtrącił się Minho przygarniając do siebie Rena.
- Nieźle.. Opierdalam się jak cholera, a wszyscy mnie wielbią. - zaśmiał się. - Moja zajebistość jest wielka. - oznajmił zgromadzonym. Słysząc tę wypowiedź cała trójka wybuchnęła gromkim śmiechem, a obrażony Kociowładny wyszedł by po chwili wrócić z Heebumem na rękach. - Ty wiesz najlepiej co kotku? Twój tatuś jest najlepszy. - powiedział z powagą do mruczącego kota.
- Odłóż sierściucha i powiedz lepiej czy chcesz kawę czy herbatę. - powiedział Siwy.
- Stary oblewamy. Daruj sobie kawkę i wyciągaj procenty. - rzucił wesoło i przy akompaniamencie aprobujących okrzyków ruszył do barku. Wyciągnął połowę jego zawartości i ustawił na stole.
Impreza trwała w najlepsze mimo wczesnej godziny. Muzyka dudniła na cały dom, a alkohol lał się litrami. Kiedy po dziewiętnastej zadzwonił dzwonek do drzwi trochę zdziwiony Heechul poszedł otworzyć. Zastanawiał się kogo niosło w jego jakże skromne progi, ale kiedy uchylił drzwi uśmiechnął się i zagarnął przybysza.
- Panowie i... Panowie oto Kyuhyun mój odwieczny przyjaciel! - wydarł się do towarzystwa starając się przekrzyczeć muzykę. - Baw się dobrze. - zagadnął jeszcze do przybyłego i ruszył do fotela.
Jak się później okazało Kyu wspaniale dogadywał się z Hongkim. Przysiedli sobie z boku i niemal całą imprezę spędzili wyłącznie w swoim towarzystwie rozprawiając na tysiące tematów. Minho z Renem odpadli jako pierwsi zasypiając wtuleni w siebie na kanapie. Siwy jedynie okrył ich kocem. Sam nie był za bardzo pijany. Kyu to nawet cysterna z najmocniejszym trunkiem by nie powaliła także on trzymał się najlepiej czego nie można było powiedzieć o słaniającym się na nogach Hongkim. Kiwał się na boki i chichotał z sobie tylko znanych powodów.
Heechul lekko podchmielony odpuścił sobie nie chcąc umierać następnego dnia na kaca giganta. Wyszedł do kuchni, a kiedy wrócił Wyłączył muzykę i westchnął. Wszyscy poza nim i Wielebnym już spali zajmując wszystkie dostępne meble.
- Posprzątam jutro. Chodź spać. - powiedział Siwy.
- Jakie posprzątasz. Nie będziesz sic sprzątał. Miałeś u mnie zostać żebym miał cię na oku, a nie żeby robić za sprzątaczkę. A właśnie. Za mną. - zarządził i wychodząc z salony zgasił światło. Wszedł do ubikacji i wciągając za sobą Siwona zamknął drzwi.
- Rozbieraj się z bluzki. - powiedział grzebiąc w szafce.
- Słucham? - Wielebny wytrzeszczył oczy.
- Och no Siwy nie bądź uparty i ściągaj tą koszulkę. - westchnął i uśmiechnął się wyciągając to czego szukał. Widząc, że przyjaciel nadal stoi i patrzy na niego z szokiem wymalowanym na twarzy wywrócił oczami i zaciągnął go do sypialni. - Dobra.. Ściągaj tą koszulkę ale już. - rozkazał co tym razem poskutkowało, bo Siwon powoli jakby z ociąganiem pozbył się materiału. - Dobrze, a teraz siadaj i się nie ruszaj. - rzucił Hee popychając go na łóżko. Sam usiadł na podłodze przed nim i odkręcając maść na siniaki zaczął powoli rozprowadzać ją po kolorowych plamach na ciele. Kiedy skończył z klatką piersiową Siwon miał wielkie rumieńce.
- Aż tak cię krępuję? - spytał Kociowładny z przekąsem.
- Chciałbyś - odgryzł się Siwon nie będący w stanie wykrztusić nic więcej. Hee w tym czasie przeniósł się na łóżko za niego i teraz smarował plecy.
- Iiiii... gotowe. - powiedział schodząc z mebla. - Emmmm Siwon, chyba masz duży problem. - zachichotał patrząc sugestywnie w jedno miejsce. Choi załapując o co chodzi poderwał się nagle i ruszył do wyjścia. - Wróć jak skończysz. - powiedział jeszcze straszy nim za Siwym zatrzasnęły się drzwi. Zgasił światło i położył się po jednej stronie łóżka przykrywając kołdrą. Po jakimś czasie drzwi ponownie się uchyliły, a chwilę potem materac za nim ugiął się pod ciężarem drugiego ciała. Siwon położył się po drugiej stronie przodem do pleców Heechula jednak nie ośmielił się go dotknąć.
- Nawet nie wiesz jak bardzo cię kocham. - powiedział słysząc miarowy oddech przyjaciela. - Dobranoc. - szepnął jeszcze zamykając powieki.
- Wiem doskonale, bo czuję to samo... Dobranoc. - odparł natychmiast Hee sennym głosem, a w następnej chwili zasnął.

sobota, 5 kwietnia 2014

A wszystko zaczęło się od zabawy... ( One-Shot )

Dawno nie pisałam shotów więc jak tylko mnie naszło to siedziałam do upadłego. 
Szczerze to sama nie umiem go ocenić. Wydaje mi się, że jest okej, ale to jedynie moja opinia. 
Powiedzcie co o nim sądzicie i jak wam się podobał.
Przypominam o głosowaniu w ankiecie po prawej stronie ^.^ 
Miłego czytania >^.^<
_________________________________________________________________________________

Lee Hyukjae to z pozoru zwyczajny młody mężczyzna. Jak każdy człowiek pragnący osiągnąć sukces i żyć w dostatku. Jednak było w nim coś co zaważyło na jego losie. Tą rzeczą był taniec. Jedna z rzeczy, którą kochał całym sercem. Taniec dawał mu ukojenie w bólu, szczęście i swobodę. Potrafił ćwiczyć godzinami tworząc własne układy czy tańczyć do tych powszechnie znanych.
Pewnego dnia jego przyjaciel wpakował go w przesłuchanie w pewnej wytwórni. Sam też wziął udział i jak się dowiedzieli tydzień temu, że zostali przyjęci nie mogli uwierzyć. Ich marzenia właśnie się spełniały. Ćwiczyli jeszcze zacieklej i wytrwalej. Chcieli, żeby to się udało. Pragnęli tego całymi sercami.
Po roku udało im się zadebiutować w pewnym zespole. Byli niesamowicie szczęśliwi. Osoby mające być z nimi w zespole okazały się niesamowicie przyjazne. Pomagały im i poprawiały niedoskonałości. Na występ musieli poczekać miesiąc. W tym czasie dużo ćwiczyli. W końcu potrzeba sporo pracy, aby trzynaście osób stało się całością. Liderem został Kim Jungsoo nazywany Leeteuk. Był najstarszy i zawsze potrafił załagodzić każdy spór. Nie było dla niego rzeczy niemożliwych. Był zawsze uśmiechnięty i wprowadzał miłą atmosferę. Wszyscy bardzo go cenili. Zwierzali się kiedy mięli jakieś trudności i traktowali jak starszego brata.
- No dalej chłopcy. Jeszcze trzy razy powtórzymy całość i jesteście wolni. - zakomunikował patrząc na wyczerpanych przyjaciół. Nie dziwił im się. Ćwiczyli już naprawdę długo.
- Zlituj się człowieku, daj nam odsapnąć. Nie pamiętam kiedy ostatnio spokojnie leżałem grając w cokolwiek. - odparł najmłodszy podnosząc się do siadu.
- Stary, zaraz mamy debiut, a ty myślisz o graniu. Odbijesz to sobie kiedyś. - powiedział postawny brunet. Nazywał się Kangin. Niektórzy pomimo czasu jaki z nim spędzili nadal się go skrycie obawiali. Wiedzieli, że lubi żarty, ale potrafił być też brutalny.
- Dobra, dobra. - lider zaklaskał. - Jeśli się pospieszycie i przećwiczymy to jeszcze pięć razy to jutro pozwolę wam pospać do dziesiątej. - zaproponował, jednak nie dostrzegł entuzjazmu u nikogo.
- Ale Hyung.. Jeszcze przed chwilą mówiłeś trzy, a teraz wyskakujesz z pięcioma. - jęknął dość drobny i nieśmiały, siedzący pod lustrem Ryeowook.
- Owszem, ale się lenicie.. Za minutę dodam kolejne dwie próby. - powiedział z uśmiechem, a wszyscy słysząc to i wiedząc, że każde słowo jest prawdą z przerażonymi minami stanęli na swoich miejscach.
Pół godziny później padli na parkiet niezdolni do wykonania nawet najprostszej czynności.
- Umieram. Hyukki ratuj moje nogi. - wydyszał Donghae. To właśnie on wrobił go w przesłuchanie. Ten zaśmiał się jedynie i podnosząc do siadu zaczął masować obolałe mięśnie przyjaciela co ten skomentował westchnieniem ulgi. Kilka osób wybuchnęło na to śmiechem, a inne popatrzyły po nich trochę dziwnie.
Kolejną godzinę później cała trzynastka już odświeżona opuszczała budynek wytwórni. Na dworze było już całkowicie ciemno. Nikt się nie kręcił, było cicho.
- Gdzie Hyung? - rzucił w przestrzeń Sungmin. Chłopak o niesamowicie rozkosznej, dziecięcej twarzy.
- Zaraz podjedzie. - powiedział lider wdychając głęboko świeże powietrze. Tak jak powiedział tak się stało. Nie minęła nawet minuta kiedy zobaczyli zbliżające się do nich auto. Przywitali się wchodząc po czym każdy opadł na wolne miejsca.
- No posuńcie się. Też chcę usiąść. Nie jesteście sami. - powiedział opadający z sił Hae patrząc po wykładających się przyjaciołach, którzy pewnie zamierzali iść spać. Wiedział, że gdyby trochę się ścisnęli to też by się zmieścił, ale oni zdawali się go nie słyszeć. Auto ruszyło, a nadal stojącym Donghae szarpnęło do tyłu na jeden z zajętych pojedynczych foteli.
- Ała Hae jak chciałeś mi się wpakować na kolana wystarczyło powiedzieć, a nie zgniatać mi ręce. - mruknął sennie przygniatany Hyukki.
- Przepraszam to tak samo.. Już schodzę. - powiedział z zamiarem wstania. Zdążył się jedynie podnieść kiedy dłonie rapera pociągnęły go z powrotem w dół.
- Siedź, oni i tak ci nie zrobią miejsca, bo śpią. - zauważył Hyukjae obejmując go wokół tali na wypadek hamowania. Nie chciał by coś się młodszemu stało.
Dojechali po jakimś czasie. Wszyscy spali jak zabici. Manager musiał nieźle się wysilić żeby ich dobudzić. Wychodzili ziewając potężnie i przeciągając się. Opierali się na sobie nie chcąc stracić równowagi. Dziękowali bóstwom za windę, która oszczędziła im wspinaczki na dwunaste piętro. Po ciemku każdy trafił do odpowiedniego pokoju po czym bez przebierania rzucił się na własne łóżko zasypiając natychmiastowo.
Tak jak było obiecane nikt nie został zbudzony przed dziesiątą. Zanim jednak udało się wszystkich wyciągnąć z łóżek swoich bądź i nie patrząc po tym, że obudzeni jedynie zmieniali pokój na inny upychając się nie jednokrotnie nawet po trzech w jednym było dobrze po jedenastej.
- Jeeeeść. - dosłyszeli głośny ziew wydobywający się z ust Shindonga. Był to masywniejszy chłopak. Swoje kroki skierował prosto do lodówki. Wolał coś zjeść niż zaczynać jak inni od porannego prysznica. Nim opuścili mieszkanie wybiła godzina czternasta. Wszyscy wiedzieli, że ten dzień będzie wyglądać tak jak wczorajszy i następny też taki będzie. Najpierw rozgrzewka, potem jakiś drobny lunch, a następnie morderczy trening do późnej nocy, prysznic i do domu tylko po to, żeby pospać marne kilka godzin przed kolejnym dniem.
Tak minął im cały miesiąc i właśnie siedzieli w ogromnej garderobie czekając na stroje. Wszyscy się stresowali debiutem. Bali się, że coś może nie pójść po ich myśli. Gdy przyniesiono ubrania przebrali się po czym zajęli miejsca na krzesłach oddając się w ręce stylistek mających zrobić im makijaż oraz fryzurę.
Moment zapowiedzi jak i wyjścia na scenę był momentem przełomowym. Po występie nie będą już zwykłymi ludźmi niewyróżniającymi się w tłumie innych i każdy z nich doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Pięć minut później zeszli ze sceny odprowadzani głośnymi brawami i piskami. Każdy miał na ustach uśmiech mówiący "Udało się. Już po wszystkim. Teraz będzie tylko lepiej"
- Udało się Hyukki. Naprawdę się udało. - powiedział Hae podchodząc do Hyukkiego i tuląc go mocno. Raper odwzajemnił uścisk zadowolony. Nie mógł uwierzyć, że właśnie wystąpił w telewizji. To jeszcze do niego nie docierało.
- No chłopaki. Spisaliście się. - powiedział manager zwracając na nich swoją uwagę. - Właśnie dostałem telefon z góry. Szef kazał przekazać, że jutro macie wolne i dziś możecie świętować, a pojutrze konferencję i występ. Dalszy grafik zostanie wam przesłany na maila pojutrze. - dodał po czym zostawił ich samych sobie.
- To jak? Pijemy! - zakrzyknął Heechul uradowany. Uwielbiał pić i oglądać zataczających się ludzi. Miał niesamowicie delikatne rysy twarzy całkowicie różne od jego wybuchowego charakteru. Był zadziorny i wredny, ale jak już zaufał to na zawsze. Przy jego mocnej do picia głowie doskonale zdawał sobie sprawę, że ten wieczór będzie jednym z ciekawszych.
Wrócili do domu z pełnymi reklamówkami alkoholu i jedzenia. Zaczęło się ściemniać kiedy impreza się zaczęła. Nie przejmowali się sąsiadami, ponieważ ich nie mieli. Całe piętro było wyłącznie do ich dyspozycji. Mogli więc szaleć do woli.
Po pewnym czasie kiedy każdy już był trochę podpity zaczęła się prawdziwa impreza. Shindong przejął mikrofon od karaoke zaczynając zabawiać towarzystwo śpiewem. Kilka osób walczyło między sobą dowodząc kto potrafi więcej wypić. Do tego grona zaliczyć można było Leeteuka, Heechula, Kangina i Kyuhyuna. Nikt inny nie miał odwagi by w tym uczestniczyć. Ryeowook zajął się przygotowywaniem dodatkowych przekąsek, Yesung jakiś czas temu zmył się do swojego pokoju twierdząc, że boli go głowa, ale wszyscy wiedzieli, że wolał przebywać wśród żółwi. Hangeng w spokoju pił piwo przyglądając się walce, Sungmin już od jakiegoś czasu, spał zwinięty na kanapie, Siwon jako przykładny chrześcijanin udał się na spoczynek uprzednio modląc się w zaciszu swoich czterech ścian, a Kibum śmiał się z Shindonga. Jedynie Eunhyuk i Donghae postanowili się wyróżniać i biegali po całym mieszkaniu bijąc się poduszkami. Mieli przy tym niezły ubaw czego nie można było powiedzieć o ofiarach ich zabawy. W pewnym momencie stanęli naprzeciw siebie, zaśmiewając się i myśląc jak dopaść drugiego. Hae chciał podbiec, ale będąc o krok od przyjaciela potknął się i wpadł prosto w jego ramiona ciągnąc go za sobą w dół. Hyukjae upadł na twardą podłogę, a na nim wylądował Donghae wprawiając go w przerażenie. Wszystko dlatego, że po upadku ich usta złączyły się ze sobą w pocałunku. Hae patrzył wystraszony w szeroko otwarte oczy tancerza bojąc się drgnąć. Widział wiele sprzecznych ze sobą emocji na jego twarzy jak i w jego oczach. Po chwili oderwał się od tych miękkich i pełnych warg tylko po to by w przypływie odwagi zaraz delikatnie je skubnąć własnymi ustami.
- Hae... - szepnął Hyukki nadal tkwiący w szoku. Nie wiedział co się dzieje. To było nierealne. Nie wypił za dużo. Nie wiedział co ma zrobić. Coś mu mówiło, że nie chce tego przerywać, jednak nie wiedział w jaki sposób się potem usprawiedliwi.
- Ja.. - zaczął Hae, jednak Hyukjae nie dał mu skończyć ponownie złączając ich usta. Raz się żyje.. jeśli coś może z tego wyjść to postanowił zaryzykować. Nie czując oporu pogłębił odrobinę pocałunek. To było takie nowe i takie miłe. Nie wiedział, że kiedykolwiek do tego dojdzie. W tym momencie właśnie usłyszeli okrzyk zwycięstwa Heechula. Wiwatował widząc jak Kangin odlatuje.
- Weźcie się przenieście do sypialni. - usłyszeli tuż nad sobą jego głos. W następnej chwili widzieli jak lekko chwiejnym krokiem idzie do swojej sypialni.
- Ma racje. Chodź do mnie. - mruknął raper pomagając wstać młodszemu by zaraz pociągnąć go za sobą do własnego pokoju. Tam padli na łóżko obejmując się i całując namiętnie. Pomimo całkiem nowej sytuacji brnęli w to dalej. Hyukki zaczął zjeżdżać pocałunkami na szyję przyjaciela, a ten wzdychając co jakiś czas trzęsącymi się dłońmi na oślep rozpinał jego koszulę. Został w tym czasie pozbawiony koszulki, a pocałunki z szyi przeniosły się na klatkę piersiową. Hyukjae językiem zaczął zataczać kółka naokoło sutków wijącego się pod nim chłopaka. Zachęcany jego jękami pochłonął jeden z nich drugim zajmując się dłonią.
- Ahhh - westchnął Hae wyginając się do z każdą kolejną chwilą w stronę Hyukkiego. ten oderwał się w końcu od zmaltretowanego sutka przywierając na powrót do ust leżącego pod nim przyjaciela. Dłońmi badał jego ciało zahaczając o spodnie by w końcu się odważyć i dotknąć wypukłości w jego spodniach. Hae czując dotyk w tym miejscu natychmiastowo poderwał biodra do góry i jęknął czując, że nie tylko on ma problem. Zaczął rozpinać spodnie starszego kiedy ten pozbawiał się koszuli. Obaj byli już niesamowicie rozpaleni. W mgnieniu oka pozbyli się także spodni i bielizny zostając całkowicie nago.
- Hae.. Mogę? - wysapał Hyukjae w przerwach pomiędzy pocałunkami. Spojrzał na niego, a widząc zgodę  wytyczył sobie językiem ścieżkę w dół zahaczając o sutki i pępek. Będąc przy męskości polizał obficie swoje palce po czym zaczął nimi jeździć przy dziurce przyjaciela.
- Rozluźnij się. - powiedział wprowadzając w niego pierwszy palec. Hae syknął nieprzyzwyczajony do przyjmowania w siebie czegokolwiek. Hyukjae po pewnym czasie dodał do pierwszego drugi palec poruszając nimi. Chcąc odwrócić uwagę od bólu chuchnął na penisa Hae po chwili liżąc go trochę nieśmiało. Gdy dodawał trzeci palec wziął przyrodzenie do ust, a Hae jęknął przeciągle.
- Hyukki.. ja.. zrób to. - sapał ciężko młodszy po chwili czując pustkę w sobie zastąpioną czymś większym. Z oczu popłynęły mu łzy, a Hyukjae nie mogąc na to patrzeć zaczął je scałowywać.
- Rozluźnij się. - szepnął łącząc ich usta. Ostatnimi siłami powstrzymywał się by nie zacząć się ruszać. Doznanie jakie obecnie przeżywał było niesamowite.
- Już możesz. - usłyszał po chwili i zachęcony zaczął się poruszać. Jęki bólu jakie wydawał z siebie Donghae z czasem przemieniły się w jęki rozkoszy i skomlenia o więcej. Starszy spełniał każdą prośbę kochanka, a gdy trafił w jakiś punkt wewnątrz Hae ten wygiął się z rozkoszy. Nie powstrzymywał się ani trochę wydając z siebie odgłosy świadczące o tym co właśnie przeżywał. Doznania były niesamowite. Oddech był spazmatyczny, a oczy zamglone z przyjemności. Kilka pchnięć później doszedł z imieniem przyjaciela na ustach. Hyukjae czując mięśnie zaciskające się na jego męskości zaczął mu wtórować. Wsuwał się głębiej i szybciej wyginając plecy w łuk. W następnej chwili sapnął przeciągle dochodząc po czym opadł na kochanka. Kiedy był w stanie poruszyć się choć odrobinę sturlał się z młodszego i przygarnął go do siebie.
- To było niesamowite. - wysapał Hae wtulony Hyukkiego.
- Oj tak... Hae, niech tak już zostanie. Ja myślę, że cię pokochałem. Nie jak do teraz tylko jako kochanka. Może to stało się już wcześniej, ale nie zniosę zapomnienia o tym. - powiedział raper bojąc się reakcji młodszego.
- Dobrze.. Uważam, że ja też nie dałbym rady. - odparł po czym wtulił się w niego bardziej i tak po pewnym czasie zasnęli szczęśliwi i spełnieni. Sen był spokojny. Oboje wiedzieli, że największe szczęście jakie ich spotkało to wzajemna miłość jaką się darzyli.

Od tamtego czasu stali się jednością. Kochali się i nie zamierzali tego ukrywać. Zespół rozwijał się i stawał coraz sławniejszy. Fanki szalały domyślając się powoli co dzieje się pomiędzy dwójką artystów. Stworzyły tym samym parę, która w ich przekonaniu była sobie pisana. Niedługo miały się także dowiedzieć, że EunHae nie jest jedynie ich wyobrażeniem, a prawdziwą miłością. Miłością będącą w stanie przezwyciężyć wszystkie przeszkody.

środa, 2 kwietnia 2014

Koszmarna niespodzianka ( Part 42/44 )

I kolejny rozdział. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. 
Chciałabym powiedzieć, że do egzaminów nie zostało już dużo czasu, a zaraz po nich biorę się ostro do pracy. Muszę Wam wynagrodzić całą krzywdę. 
Nie mniej jednak chciałabym skończyć to opowiadanie jeszcze przed nimi. 
Postanowiłam wstawać wcześniej do szkoły i wtedy chodź trochę pisać. Zobaczę jeszcze co z tego wyjdzie. 
Zapraszam do czytania i komentowania >^.^<
_________________________________________________________________________________

Heechul nie mógł na to patrzeć. Nawet jeśli wiedział, że Siwon płacze pewnie z ulgi i szczęścia to nie mógł na to patrzeć. Nigdy nie lubił patrzeć na ludzkie słabości, a do Siwona mu one kompletnie nie pasowały. Dla niego powinien być wiecznym wesołkiem umiejącym pomóc mu kiedy tego potrzebuje. Uśmiechnął się jednak do niego słabo po czym zamknął oczy i odetchnął głęboko. Na jego nieszczęście Wielebny źle to odebrał.
- Hyung... Nic ci nie jest? - zaczął płaczliwym tonem. Kiedy Hee to usłyszał otworzył oczy i ponownie na niego spojrzał starając się go uspokoić. Chyba to podziałało, bo Choi złapał się za pierś i padł na łóżko. Często tak robił, jednak tym razem to nie były żarty. Komputerek podłączony do jego przyjaciela zaczął pikać nieznośnie oznajmiając, że nie wyczuwa akcji serca. Heechul nie mógł w to uwierzyć. To nie mieściło mu się w głowie. Przecież przed chwilą jeszcze był taki żywy. Mówił do niego przecież.
Nim ktokolwiek zareagował do sali wpadło z pięciu lekarzy szybko starających się przywrócić odpowiednie funkcje życiowe jego przyjaciela.
- S..Siwon... Nie zostawiaj mnie. - wyszeptał Hee uświadamiając sobie co właśnie się dzieje. Oczy zaszkliły mu się po chwili wypuszczając pierwsze łzy. - Słyszysz mnie ty pierdolnięty święty gnojku?! Jak zostawisz mnie tu samego to ci tego nie daruję! Będę cię nawiedzał nawet tam, gdzie trafisz! - darł się pomimo rozdzierającego bólu. Kiedy pielęgniarka chciała go wywieźć cudem uniknęła ugryzienia zdesperowanego Heechula. Nawet Kyu nie był w stanie go uspokoić. Kociowładny czuł, że umiera w nim właśnie coś ważnego. Odechciewało mu się żyć widząc kolejnych lekarzy wbiegających do sali, w której jeszcze przed chwilą przebywał. Widział jak pielęgniarki spieszą z jakimiś maszynami. Błagał w myślach by nie został sam. Nie chciał znowu przeżywać straty ważnej dla niego osoby. Nie chciał być sam. Sam nawet nie wiedział kiedy podniósł się do siadu pomimo pielęgniarki starającej się go sprowadzić do pozycji leżącej i wtulił się w Kyuhyuna, który nieobecnym wzrokiem spoglądał w zamknięte drzwi przed nimi.
Cała ta sytuacja trwała jeszcze jakiś czas. Dla Heechula to były lata, wieki i gdy tylko drzwi się otworzyły oderwał się od nadal osłupiałego przyjaciela wpatrując się z wielkim wyczekiwaniem i nadzieją w mężczyznę przed nim. Miał on niesamowicie poważną minę, która tylko odbierała nadzieje.
- zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy. - zaczął. Hee w tym momencie stracił wszelkie nadzieje. Wiedział co dalej powie lekarz, ale nie chciał tego słyszeć. Widział jak wychodzą kolejni lekarze wracając do swoich obowiązków. Po chwili przed jego twarzą pojawiła się pielęgniarka, która coś do niego mówiła. Nie słuchał jej. Poczuł jak łóżko się przemieszcza wjeżdżając do tego samego pomieszczenia, gdzie przebywa cia... Siwon? Hee zamrugał oczami. Słyszał. Wyraźnie słyszał pikanie maszyny, a nawet widział kreski oznaczające, że Siwon wcale go nie opuścił. Ten przeklęty Koń walczył i wygrał. Leżał teraz nieprzytomny, ale żył.
- Hyung wszystko w porządku? - zapytał Kyu zmartwiony zachowaniem przyjaciela. Ten skierował na niego wzrok.
- On.. żyje. - powiedział szczęśliwy.
- Oczywiście, że żyje.. Słuchałeś ty w ogóle doktora? Zaczynam się o ciebie martwić. - odparł patrząc na niego jak na kosmitę.
- Nie... nie słuchałem. - szepnął. Miał ochotę coś sobie zrobić za swoją głupotę.
Siwon obudził się po dwóch dniach. Lekarze twierdzili, że organizm potrzebuje czasu na regenerację po zatrzymanej akcji serca. Dodali również, że to najprawdopodobniej już się nie powtórzy. Wszystko spowodowane było strachem. Hee nie odchodził na krok od jego łóżka. Bał się, że może się coś stać. Siwon, gdy dowiedział się jak bardzo Kociowładny się o niego boi uśmiechnął się jedynie patrząc na Hee z wielką miłością. Wiedział, że nie ma na co liczyć skoro przez te wszystkie lata Hee nic nie zauważył, jednak mu wystarczyła przyjaźń. Dopóki miał przy sobie Heechula było dobrze.
_________________________________________________________________________________
Korzystając z okazji proszę o zapoznanie się z ankietą po prawej stronie. 
Chciałabym wiedzieć, które opowiadanie najbardziej Wam się spodobało. Liczę na to, że przynajmniej większość odda głos na swojego faworyta. 
(Nie wliczam "Koszmarnej niespodzianki" ponieważ nie jest skończona) 

poniedziałek, 10 marca 2014

Koszmarna niespodzianka ( Part 41/44 )

Po kolejnej dość długiej przerwie zapraszam na kolejny, zbliżający Nas do końca rozdział. 
Notki będą się pojawiać bardzo rzadko. Wszystko to przez nawał nauki i zbliżające się testy gimnazjalne. Jak tylko je napiszę będę miała już względny spokój i blog będzie funkcjonował jak wcześniej. 
Mam nadzieję, że zostaniecie ze mną do tego czasu. 
Na razie zapraszam do czytania >^.^< 
_________________________________________________________________________________

Następnego dnia Heechul miał ochotę zamordować tego wrednego Padalca. Jakby wiedział co to za tabletki to za nic by ich nie wziął. Teraz przez własną głupotę nie wiedział, która była godzina i co najważniejsze co z Siwonem. Ten temat cały czas nie dawał mu spokoju. Wstał szybko i ruszył pod salę operacyjną mając nadzieję, że nie spotka tam Kyu. Chyba by go rozszarpał za to co kazał zrobić pielęgniarce.
- Zapraszam za mną Panie Kim. - powiedziała dokładnie ta sama kobieta, która pewnie wczoraj podała mu tabletki.
- Dokąd? - spytał Hee podążając za nią. Jak znowu będzie go karmić tabletkami, to rolę się zamienią i to ona będzie je zażywać.
- Pan Cho prosił, żeby Pana przyprowadzić. Wiedział, że będzie Pan ciekawy jak się czuje Choi Siwon. - wyjaśniła. Więcej mówić nie musiał. Hee podążył za nią trafiając po jakimś czasie do jednej ze szpitalnych sal. Zobaczył w niej śpiącego Kyu opartego głową o łóżko na którym spał Siwon. Gdyby nie ten drugi to umordowałby najmłodszego na miejscu. Odrzucił od siebie te myśli i podszedł do Siwona. Nie mówiąc ani słowa cichutko przyklęknął przy nim, złapał go za rękę i dał płynąć łzom. Czuł ulgę i wyrzuty sumienia.
- Co się stało? - usłyszał pytanie. Podniósł głowę zauważając, że to Kyu. Nie miał zamiaru udawać przy nim twardziela. Nic by mu to nie dało.
- To nic. Po prostu muszę w końcu ochłonąć, a to najlepszy sposób. - mruknął w odpowiedzi spoglądając na twarz śpiącego.
- Okej, nie będę przeszkadzać. - skwitował to Kyu i wyszedł zostawiając Heechula samego sobie. Kim był mu za to niezmiernie wdzięczny. Nienawidził okazywać słabości przy innych, jedynym wyjątkiem był Siwon. Widział go w stanie całkowitego rozpadu i trwał przy nim do czasu aż ten się nie pozbierał. To właśnie on na nowo pomógł mu zaufać światu i nie oczekiwał niczego w zamian. Był na każde jego skinienie, pomagał mu, a teraz leży nieprzytomny.
- Przepraszam, mogę na chwilę Pana przeprosić? - usłyszał nad sobą pytanie. Podniósł się ponownie widząc doktora.
- Oczywiście... - wstał idąc w stronę drzwi lecz w ostatniej chwili obrócił się. Coś mu w tym lekarzu nie pasowało.
- Czy ja już Pana gdzieś nie widziałem? - spytał przyglądając się mężczyźnie. Chwilę mu zajęło przypomnienie sobie kto przed nim stoi. - Pan nie jest czasem tym policjantem...? - zastanawiał się. Zaczął podchodzić w stronę łóżka. - To Pan prawda? - zapytał.
- Masz dobrą pamięć. - powiedział uśmiechając się kącikiem ust. Heechulowi nie spodobał się jego ton i ten uśmiech. Coś tu stanowczo było nie tak.
- Co Pan tu robi? - ciągnął to dalej podchodząc coraz bliżej.
- Kończę sprawy kuzyna. - rzekł mężczyzna wyciągając strzykawkę. Doskakując do Kima próbował wbić ją w jego ciało. Hee jednak odskoczył do tyłu unikając przedmiotu. Starał się złapać dłoń ze strzykawką co było niesamowicie trudne.
- Więc ten bydlak był twoim kuzynem. - mówił Kociowładny manewrując.
- No właśnie. BYŁ, bo przez ciebie już go nie ma. Nie mogłeś po prostu z nim być? Gdybyś dostrzegł w nim jakąś wartość ten idiota by tu nie leżał, ciebie by tu nie było, Hangeng by żył i wszyscy byliby szczęśliwi. - powiedział i akurat wbił strzykawkę w ramię Hee wstrzykując jej zawartość. Heechul krzyknął tylko osuwając się na ziemie. Nim stracił przytomność usłyszał jeszcze otwierające się drzwi.
~*~
Heechul jęknął słabo. Głowa mu pękała pulsując tępym bólem, ciało całe zesztywniało, a na dodatek jasne światło świeciło prosto na zamknięte oczy. Brunet skrzywił się po czym zacisnął mocniej powieki.
- Hyung! - ktoś krzyknął sprawiając dodatkowy ból, kolejne syknięcie i skrzywienie. Kolejna oznaka bólu. Pierwsza próba otworzenia oczu niestety zakończyła się porażką. Oczy zaczęły łzawić. Wyczulony słuch odnotował ruch w pomieszczeniu, rozsunięcie drzwi i kolejny krzyk. Krzyk tak bolesny, że zdawał się rozsadzać biedne bębenki. Mruknięcie i kolejne kroki zbliżające się do leżącego Heechula.
- Hyung co mówisz? - usłyszane tuż nad głową sprawiło, że oczy same się otworzyły wyczuwając cień nad sobą. Rozmazana sylwetka odskoczyła przestraszona po chwili wracając na swoje miejsce. - Nie ci nie jest? Tak się o ciebie bałem. Mówili, że po takiej ilości środka nasennego możesz nie przeżyć. Siwon by nie przeżył. Uratowałeś go. A właśnie, przewieźli was do Seulu. To tak na wszelki wypadek. Z Siwonem już... - kolejne syknięcie przerywające zbyt długą i raniącą wypowiedź. Było zbyt głośno.
- Niech się Pan odsunie, to go boli. - głos od drzwi stanowił w tym momencie zbawienie. Nareszcie nastała cisza. - Jest teraz wyczulony na wszystko, każdy szelest i każdy dźwięk słyszalny jest trzy razy głośniej niż normalnie, każdy ruch sprawia ból. Proszę szeptać i najlepiej nie wykonywać gwałtownych ruchów. - szeptał mężczyzna w kitlu.
- Rozumiem. Wybacz hyung. - dotarło do jego uszu. - No więc z Siwonem... - po raz kolejny mu przerwano.
- Powie mu Pan potem na razie muszę go zbadać. Może Pan wyjść? - spytał lekarz, a Hee poczuł przerażenie. Bał się zostać z nim sam na sam. Nie ufał mu. Kiedy Kyu kiwnął głową i wstał Hee z głośnym syknięciem złapał go za dłoń patrząc błagalnie po doktorze.
- Dobrze. Może Pan zostać, ale proszę nie przeszkadzać. - upragnione słowa stanowiły jakby ulgę w bólu fizycznym. Wykonanie badań było dość szybkie. Kontrola przebiegła bezproblemowo i Hee nareszcie miał spokój... No może nie do końca.
- No więc. - zaczął po raz trzeci Kyu siadając przy Kociowładnym. - Jak już mówiłem z Siwonem już lepiej. Dzięki tobie nic dodatkowego mu się nie stało. Ciebie ta dawka leków uspała na tydzień, ale dla osłabionego organizmu Siwona była śmiertelna. Kiedy padłeś jak długi na ziemię, a ja zobaczyłem co się dzieje zacząłem się szarpać z tym kolesiem. Dość mocno oberwał odwdzięczając mi się za każdy zadany cios tym samym, ale końcowy wynik był mój. Dalej przyjechała policja. Wszyscy nad tobą skakali. Bałem się jak cholera. Siwon też oczywiście po tym jak się obudził i o wszystkim dowiedział chciał cię zobaczyć, ale doktor mu nie pozwolił. Jego sala jest obok. Mogę poprosić o przeniesienie go tutaj jeśli chcesz. - zakończył zdawanie relacji. Hee z wielkim wysiłkiem kiwnął głową, a Kyu wstał i wyszedł. Po piętnastu minutach pielęgniarka już wwoziła łóżko z Siwonem.
- Heechul hyung... Jak dobrze, że nic ci nie jest. Dziękuję za to co zrobiłeś. - szepnął Siwon mając łzy w oczach.

niedziela, 16 lutego 2014

Koszmarna niespodzianka ( Part 40/44 )

W końcu kolejna notka. Przepraszam, że tak późno i tak mało, ale ostatnio nie mam kompletnie chęci na pisanie. Zmuszam się do tego jak mogę, ale nie tędy droga. Jak tak dalej pójdzie to będę musiała zrobić sobie dłuższy odpoczynek. 
Zapraszam do czytania i komentowania >^.^<
_________________________________________________________________________________

W ambulansie Hee myślał, że oszaleje. Dosłownie co sekundę był 'przestawiany' z miejsca na miejsce przez funkcjonariuszy zdrowia. Na dodatek denerwowało go to, że siedząc obok siebie krzyczeli jakby byli głusi. Najczęściej były to teksty w stylu "podajcie mi to tamto blablabla" i "proszę się przesunąć, usiąść tam, albo tam" samo sranie w banie. Hee i tak ich nie słuchał. Zatopiony był we własnych myślach i błaganiach oczywiście tych wewnętrznych, aby Siwon przeżył. Nie mógł patrzeć na jego posiniaczoną twarz, ubranie w strzępkach, ranę postrzałową na kolanie czy siniaki zdobiące swą purpurą całe jego ciało. Bał się myśleć ile może mieć obrażeń wewnętrznych. Najgorsze jednak było to, że Wielebny był nieprzytomny.
- Przyspiesz... On nie oddycha! - krzyknął nagle jeden z całej zgrai do kierowcy. Oczy Heechula po tym zdaniu zmieniły się w dwa wielkie spodki z których ciurkiem zaczęły płynąć łzy. Wszystko widział rozmazane. Masaż serca, dwa wdechy, sprawdzenie pulsu po czym kolejny masaż. Serce mu się łamało gdy lekarze kiwali głowami, że pulsu nie ma.
Gdy tylko dojechali pod szpital wyskoczyli z karetki w mgnieniu oka zostawiając w tyle przerażonego i zapłakanego Kociowładnego. Gdy ten ich dogonił niestety wjeżdżali już na oddział zamknięty do którego jeśli się nie należało do personelu nie miało się wstępu. Usiadł więc na ławce i czekał nie mogąc znieść tej bezradności. Kilka razy próbował się czegoś dowiedzieć jednak nic z tego nie wyszło. Wszyscy kazali czekać na głównego lekarza.
- Przepraszam.. mogę pożyczyć na chwilę Pani telefon? - zapytał jednej z mijających go pielęgniarek. Ta widząc w jakim jest stanie podała mu go bez namysłu, a on wykręcił numer Kyu.
- Kyu.. przyjedź tu.. tak nic mi nie jest ale Siwon... jakiś okoliczny szpital. Dużo ich na tym zadupiu nie ma. - mówił starając się panować nad sobą. Gdy tylko się rozłączył podał telefon pielęgniarce, podziękował i usiadł na powrót wyłamując sobie palce.
Kyu do szpitala dotarł dopiero po godzinie. Jak się okazało w okolicach były takowe trzy i Hee z Siwonem przebywali w tym trzecim.
- Co z Siwonem. - powiedział Kyu idąc w stronę Heechula. Ten podniósł głowę i widząc przyjaciela zerwał się na równe nogi.
- Nie mam pojęcia. Nikt nic mi nie mówi, każą czekać na lekarza, ale ten się jak na złość nie pojawia. To na pewno nie wróży nic dobrego. - mówił szybko nawet nie zauważając, że dłonie zaczęły mu się trząść ze stresu. - A co jak on nie przeżyje? W karetce nie oddychał. - dodał patrząc na przyjaciela jakby umiał on zobaczyć przyszłość i powiedzieć co się stanie.
- Spokojnie. Zobaczysz, że nic mu nie będzie. Za jakiś czas wyjdzie lekarz z uśmiechem i powie, że to tylko draśnięcie. - uspokajał go młodszy, ale sam nie wierzył w to co mówił. Jeśli Heechul mówił poważnie z tym, że Wielebny nie oddychał to może być poważne.
- Na pewno? - zapytał jeszcze Kociowładny.
- Jestem tego pewien, a teraz usiądź. - uśmiechnął się i posadził nadal roztrzęsionego przyjaciela na krześle siadając obok.
- Kyu.. To moja wina, że jest w takim stanie. Gdyby nie ja to miałby normalne życie pewnie nic złego by mu się nie przytrafiało. Nie musiałby też się martwić o takiego kretyna jak ja... A tak co ma? Obecnie walczenie o własne życie przeze mnie, a normalnie to stres i poszarpane nerwy przez moje zachowanie. - spuścił głowę. Pierwszy raz mówił o sobie jak o nieudaczniku przeszkadzającym wszystkim dookoła.
- Możesz przestać? Tym mu nie pomożesz, a zacznijmy od tego, że jakby nie chciał to by przy tobie nie był. Już dawno by cię zostawił jakby uważał tak jak ty. - wkurzył się Kyu. Wstał i zostawił Chula samego ze sobą. Po chwili wrócił z pielęgniarką.
- Proszę za mną Panie Kim. - powiedziała. Heechul ruszył za nią. Zaprowadziła go do jednoosobowej sali. Podała tabletki uspokajające i nasenne. Gdy zasnął zostawiła go samego. - Zrobiłam jak Pan kazał Panie Cho. - zameldowała Kyuhyunowi.
- Dziękuję. Tak będzie dla niego lepiej. To co przeżył to duża trauma. Mam nadzieję, że gdy się obudzi będzie lepiej.

czwartek, 23 stycznia 2014

Koszmarna niespodzianka ( Part 39/44 )

Co prawda miałam jeszcze czekać z tą notką ze względu na brak komentarzy, ale postanowiłam jednak dodać dziś.
Nie lubię tych ferii, bo niby je mam a choruję i nie mogę wyjść z domu ;c 
Mam nadzieję, że notka przypadnie Wa do gustu.. Miłego czytania >^.^< 
_________________________________________________________________

- Mamo on chyba się budzi.
- To dobrze.. Nie przestrasz go, może nadal być w szoku.
- Dobrze.
Heechul słyszał to jakby we mgle. Był jakby poza tym. Chciał otworzyć oczy, zrobić cokolwiek ale nie mógł nic. Dlaczego? Z całych sił starał się choć delikatnie uchylić powieki. W końcu jakiś czas później udało mu się to. Rozejrzał się wtedy po pomieszczeniu i uświadamiając sobie, że to nie zły sen a rzeczywistość zerwał się na równe nogi.
- Spokojnie. Usiądź. – usłyszał głos, a w następnej chwili został posadzony z powrotem na kanapie.
- Ale ja muszę..
- Tak wiem, musisz iść na policję. Zaraz tu będzie. Spokojnie. – chłopak trochę młodszy od niego uśmiechnął się ciepło.
- Dziękuję. – powiedział Hee trochę spokojniej.  Chwilę później pojawił się funkcjonariusz policji, który po wysłuchaniu opowieści zawiadomił dodatkowe wsparcie. Przy okazji wypytywał o wszystko. Czy wie w jakim stanie jest Siwon, czy może określić stan psychiczny Genga, czy jest możliwość, że Siwon może już nie żyć. Pomimo tego, że było mu ciężko odpowiedział na wszystkie zadane pytania.
- Dobrze. To by było na tyle. Niech Pan tu zostanie my się wszystkim zajmiemy i powiadomimy Pana gdy będzie po wszystkim. – mówił policjant gdy wsparcie dotarło.
- Pan sobie chyba żartuje. Też jadę. Nie wytrzymam tu. – zaczął Heechul. Nie wyobrażał sobie, że może siedzieć t bezczynnie i czekać na cokolwiek kiedy jego przyjaciel jest w niebezpieczeństwie.
- To niebez…
- Rozumiem doskonale. Teraz niech Pan już nic nie mówi, a wsiada i jedziemy. – przerwał mu i przekonany o tym co robi ruszył do radiowozu. – Idzie Pan? – dopytał jeszcze.
- Uparty facet. – mruknął jeszcze tylko policjant po czym zajął miejsce kierowcy. – Skoro już Pan musi jechać niech Pan to założy. – wręczył mu kamizelkę kuloodporną. – Z tego co Pan mówił ta osoba jest uzbrojona więc to się panu przyda. Proszę nic nie robić bez mojego pozwolenia, bo może to zaszkodzić akcji. Przy okazji pojedziemy pierwsi. Będzie Pan prowadził. – mówił i mówił, a Heechulowi się wydawało, że robi to specjalnie.
- Dorze, niech już Pan nie przeciąga tylko jedzie, bo może już być za późno. – wkurzył się w końcu. Po tym już bez słowa ruszyli. Hee jedynie wskazywał drogę od czasu do czasu wypowiadając przy tym pojedyncze słowo. Dla niego wszystko strasznie się ciągnęło, trwało wieki, a on chciał już tam być. Już chciał wiedzieć. Już chciał żeby było po wszystkim.
W tym czasie Hangeng myślał jak znajdzie ściągnie tu, a nawet zabije Heechula. Skoro on go nie mógł mieć to nikt nie będzie miał. Jego chore uczucie zaczęło przeradzać się w obsesję i nienawiść. Na początku chciał żyć u boku Kociowładnego jednak pazury, które ten pokazał całkowicie zmieniły jego nastawienie. Teraz kierowała nim nienawiść. Gdyby on go zaakceptował. Pokochał takiego jakim jest nic by się nie stało, ale on musiał robić na przekór.
- Czas zobaczyć co z tym dupkiem. – powiedział do siebie patrząc na zegarek i ruszył do pomieszczenia w którym przetrzymywał Siwona. W chwili obecnej Wielebny wisiał nad ziemią za ręce. Twarz miał zakrwawioną, a z rany postrzałowej w kolanie nadal ciurkiem spływała mała stróżka krwi.
- I co łajzo? Nadal myślisz, że wróci? – powiedział dosyć głośno w tym samym momencie uderzając z wielką siłą w brzuch Siwona.
- Tak. – sapnął kaszląc. Wszystko go bolało. To było jak piekło, ale znosił to. Wiedział, że Hee go nie zostawi. Ufał mu. – Jeszcze zobaczysz. Jeszcze będziesz tego żałował. – dodał z trudem za co oberwał tak mocno, że stracił przytomność.
Hangeng był na skraju utrzymania nerwów. Ten parszywy.. Jak on śmiał kpić sobie z niego? Jak mógł w takiej sytuacji być tak pewny siebie?
- Kurwa! – krzyknął kopiąc w drzwi. Nie mógł tego pojąć. W momencie w którym wyszedł coś mu się nie spodobało. W oddali zobaczył ukryty radiowóz i wiedział kto ich zawiadomił. Szybko wrócił do Wielebnego. Ściągnął go i trzymając nieprzytomnego wyszedł.
- Nie zbliżać się, bo rozwalę mu łeb! – krzyknął. Po tym policja już się nie kryła.
- Puść go i poddaj się! – tym tekstem tak rozbawili Genga, że wybuchnął śmiechem.
- Mam się poddać? – zapytał głupio. – Pewnie, oczywiście, a w zamian chcę lizaczka. – powiedział kpiąco i przystawił lufę pistoletu do głowy Siwona.
Heechul nie mógł tak stać i na to patrzeć. Hangeng kpił sobie ze wszystkiego. Nie powstrzymało go nic. W jednej chwili wyszedł z ukrycia pokazując się Hangengowi. Ten gdy tylko go zobaczył wycelował w jego ramię i strzelił. Kamizelka niestety na nic się nie zdała i Heechul leżał sycząc z bólu. To jednak było niczym. Gdy upadał widział, że Hangeng również osuwa się na ziemię. W tym właśnie momencie podszedł do niego policjant, który przewodził całą akcją.
- Jest Pan szalony? Mógł Pan zginąć. Dlatego nie chciałem, żeby Pan jechał, wiedziałem, że Pan nie wytrzyma. – był wkurzony i Hee mimo bólu uśmiechnął się wrednie. Uwielbiał robić ludziom na złość nawet w takich momentach.
- Co z Siwonem? – zapytał podnosząc się.
- Jest w ciężkim stanie. Właśnie go zabierają. – mówił już spokojniej. – Przez Pana wyskok jeden z naszych strzelił do porywacza. – pokręcił głową.
- I co.. Żyje? Umarł? – dopytywał.
- Pan sobie kpi? To są wyszkoleni ludzie wiedzą co mają robić w chwili zagrożenia. Nie ma szans na przeżycie, a to wszystko przez Pana. – warknął z wyrzutem.
- Jaka ulga. Chcę temu człowiekowi podziękować. – powiedział, a funkcjonariusz spojrzał na niego ze zbaraniałą miną.
- Słucham? – zapytał z niedowierzaniem.
 - Chcę mu podziękować za zabicie tego sukinsyna. Nawet Pan nie wie co ja przez niego przeszedłem. Jestem cholernie wdzięczny temu kto go zabił. Ale to potem. Teraz muszę jechać do szpitala z Siwonem. – w ostatniej chwili udało mu się dostać do karetki nim ta odjechała. To nareszcie koniec. Mogli odetchnąć z ulgą.
_________________________________________________________________

EDIT: COŚ MI SIĘ OSTATNIO DZIEJE Z KOMENTARZAMI. NIE DODAJE ICH, ALBO ZNIKAJĄ PO CHWILI. PROSZĘ KOPIOWAĆ KOMENTARZE PRZED WRZUCENIEM I SPRAWDZIĆ CZY DODAŁO, JEŚLI NIE TO SPRÓBOWAĆ JESZCZE RAZ ^^ PRZEPRASZAM ZA KŁOPOTY.

niedziela, 19 stycznia 2014

Koszmarna niespodzianka ( Part 38/44 )

Przepraszam, że musieliście tyle czekać, lecz nie miałam jak pisać. Rozpis rozdziałów całkowicie mnie zawiódł i nie miałam jak się na niego dostać. Dopiero dziś udało mi się go naprawić i od razu złapałam się za pisanie. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie. 
Następną notkę postaram się dodać za kilka dni. Miłego czytania i jeszcze raz wszystkich przepraszam. 

EDIT: COŚ MI SIĘ OSTATNIO DZIEJE Z KOMENTARZAMI. NIE DODAJE ICH, ALBO ZNIKAJĄ PO CHWILI. PROSZĘ KOPIOWAĆ KOMENTARZE PRZED WRZUCENIEM I SPRAWDZIĆ CZY DODAŁO, JEŚLI NIE TO SPRÓBOWAĆ JESZCZE RAZ ^^ PRZEPRASZAM ZA KŁOPOTY.
_________________________________________________________________________________


Hee biegł ile sił w nogach. Był osłabiony, ale się nie poddawał. Miał świadomość, że od tego czy zdoła uciec zależy życie nie tylko jego, ale i Siwona. To dodawało mu siły. Cały czas słyszał za sobą krzyki Hangenga karzącego mu wracać. Słyszał też strzały niedaleko siebie. Chcąc ich uniknąć zaczął biegać slalomem. Nie patrzył pod nogi. Ważne było to co jest przed nim. Dopóki nie przywali w drzewo będzie dobrze. Z taką taktyką niestety szybko zahaczył o wystający korzeń. Wywrócił się obijając boleśnie. Rozciął też sobie nogę oraz prawą dłoń, ale nawet nie zwrócił na to uwagi. Szybko się pozbierał i ruszył dalej. Czuł jak gałęzie biją go po twarzy. Nie przejmował się nimi. Ważna była w tym momencie ucieczka.
Po jakimś czasie zaczął opadać z sił. Płuca już go paliły żywym ogniem, nogi bolały. Na domiar wszystkiego zaczął odczuwać skutki upadku. Sapiąc ciężko obejrzał się za siebie czy jeszcze jest goniony i w tym momencie stracił grunt pod stopami. Zaczął się staczać z wysokiego wzniesienia. Nic już nie czuł. Odpłynął.
Hangeng zrezygnował z gonitwy już po chwili. Był lekko wstawiony. Widział podwójnie. Wiedział, że nie dogoni Heechula. Postanowił wrócić do Siwona. Gdy wkroczył do starego budynku Siwon był wpółprzytomny. Charczał strasznie plując krwią. Chińczyk uśmiechnął się na ten widok.
- Heechul uciekł. Zostawił cię. Tyle właśnie dla niego znaczysz. Zobaczył okazję i zwiał. – mówił kucając nad Siwonem.
- Wróci. – wysapał próbując się podciągnąć. Udałoby mu się gdyby Hangeng go nie popchnął. W rezultacie leżał na plecach.
- Nie wróci. Zdołałem go trafić jak uciekał. Kwestią czasu jest jego śmierć. Twoja zresztą też. Przykro mi, że będę musiał zabić przyjaciela z dzieciństwa. Było ci zostać księdzem jak marzyłeś kiedyś, a nie zakochiwać się w Księżniczce.  – powiedział po czym wstał i oddał jeden strzał przerywający ciężki oddech Wielebnego.
Hee obudził się strasznie obolały. Bolało go kolano, dłoń, bark płuca, ale chyba najbardziej głowa. Musiał porządnie się w nią uderzyć. Rozchylił powieki widząc przed sobą, a może raczej nad sobą sporo gałęzi. Poleżał chwile w bezruchu układając sobie wszystko po czym wyczołgał się spod ogromnego krzaku. Stanął nad nim i przyjrzał się dokładnie. Dziękował wszystkiemu co sprawiło, że gałęzi było tak dużo, że nie było widać co jest pod nimi. Możliwe, że to właśnie dzięki nim nie wpadł w ręce tego psychola. Jedyne o co się martwił to życie Siwona. Nie wiedział ile był nieprzytomny i nie wiedział też co dzieje się z Siwonem. 
- Nie trać czasu. – powiedział sam do siebie i ruszył w drogę szukając jakiejkolwiek żywej duszy. Maszerował strasznie długo. Nogi go bolały, w ustach miał pustynię, ale cały czas szedł. Niestety jak nikogo nie było tak nie ma. Po kilku godzinach wyczerpującej wędrówki w końcu na horyzoncie dostrzegł dom. Jeden jedyny dom oddalony od niego o sam nie wiedział ile. To jednak nie było ważne, bo narodziła się nadzieja na ratunek. Z nową energią ruszył przed siebie i po niedługim czasie stanął pod drzwiami. Zapukał do nich i czekał aż ktoś mu otworzy. Po chwili zapukał na nowo i jeszcze raz jednak odzewu nie było. Już tracił nadzieję kiedy usłyszał wolne kroi zbliżające się do drzwi. W następnej chwili te się uchyliły i stała przed nim kobieta w średnim wieku.
- Co ci jest?.. Pomóżcie mi! – krzyknęła od razu i dopadła słaniającego się na nogach Hee. Zaraz z pomocą przyszło jej dwóch młodych mężczyzn, którzy pomogli wejść mu do domu. Posadzili go na kanapie i podali szklankę wody. Nie minęła chwila, a szklanka była pusta.
- Co ci się stało?  W ogóle skąd się tu wziąłeś? – zaczęła pytać kobieta.
- Ja.. ja muszę go uratować. – wyszeptał Hee. – On tam został.. ja muszę.. muszę mu pomóc. Grozi mu niebezpieczeństwo.  – dodał cicho.
- Komu? Gdzie on jest? – padły kolejne pytania.
- Policja. Muszę iść.. iść na policję. – mówił nie zwracając uwagi na mieszkańców. – Muszę iść. Muszę go uratować. – łzy zaczęły mu spływać po policzkach.
- Nigdzie nie pójdziesz.. Nie w tym stanie . – Kobieta ściągnęła go z powrotem na kanapę.
- Muszę! – krzyknął nagle. – Jak nie ja to nikt mu nie pomoże. Muszę.. muszę iś… - zaczął odpływać.
- Halo.. Hej, obudź się słyszysz? – jeden z chłopaków zaczął próbować go obudzić. Hee jedynie na chwilę uchylił powieki by zaraz zapaść w kolejny sen.
- Połóżcie go i przynieście apteczkę. Niech ktoś też zadzwoni na policję. - usłyszał jeszcze tylko cichy głos kobiety nim nastała całkowita ciemność.