Ci którzy o blogu pamiętają ^^

niedziela, 16 lutego 2014

Koszmarna niespodzianka ( Part 40/44 )

W końcu kolejna notka. Przepraszam, że tak późno i tak mało, ale ostatnio nie mam kompletnie chęci na pisanie. Zmuszam się do tego jak mogę, ale nie tędy droga. Jak tak dalej pójdzie to będę musiała zrobić sobie dłuższy odpoczynek. 
Zapraszam do czytania i komentowania >^.^<
_________________________________________________________________________________

W ambulansie Hee myślał, że oszaleje. Dosłownie co sekundę był 'przestawiany' z miejsca na miejsce przez funkcjonariuszy zdrowia. Na dodatek denerwowało go to, że siedząc obok siebie krzyczeli jakby byli głusi. Najczęściej były to teksty w stylu "podajcie mi to tamto blablabla" i "proszę się przesunąć, usiąść tam, albo tam" samo sranie w banie. Hee i tak ich nie słuchał. Zatopiony był we własnych myślach i błaganiach oczywiście tych wewnętrznych, aby Siwon przeżył. Nie mógł patrzeć na jego posiniaczoną twarz, ubranie w strzępkach, ranę postrzałową na kolanie czy siniaki zdobiące swą purpurą całe jego ciało. Bał się myśleć ile może mieć obrażeń wewnętrznych. Najgorsze jednak było to, że Wielebny był nieprzytomny.
- Przyspiesz... On nie oddycha! - krzyknął nagle jeden z całej zgrai do kierowcy. Oczy Heechula po tym zdaniu zmieniły się w dwa wielkie spodki z których ciurkiem zaczęły płynąć łzy. Wszystko widział rozmazane. Masaż serca, dwa wdechy, sprawdzenie pulsu po czym kolejny masaż. Serce mu się łamało gdy lekarze kiwali głowami, że pulsu nie ma.
Gdy tylko dojechali pod szpital wyskoczyli z karetki w mgnieniu oka zostawiając w tyle przerażonego i zapłakanego Kociowładnego. Gdy ten ich dogonił niestety wjeżdżali już na oddział zamknięty do którego jeśli się nie należało do personelu nie miało się wstępu. Usiadł więc na ławce i czekał nie mogąc znieść tej bezradności. Kilka razy próbował się czegoś dowiedzieć jednak nic z tego nie wyszło. Wszyscy kazali czekać na głównego lekarza.
- Przepraszam.. mogę pożyczyć na chwilę Pani telefon? - zapytał jednej z mijających go pielęgniarek. Ta widząc w jakim jest stanie podała mu go bez namysłu, a on wykręcił numer Kyu.
- Kyu.. przyjedź tu.. tak nic mi nie jest ale Siwon... jakiś okoliczny szpital. Dużo ich na tym zadupiu nie ma. - mówił starając się panować nad sobą. Gdy tylko się rozłączył podał telefon pielęgniarce, podziękował i usiadł na powrót wyłamując sobie palce.
Kyu do szpitala dotarł dopiero po godzinie. Jak się okazało w okolicach były takowe trzy i Hee z Siwonem przebywali w tym trzecim.
- Co z Siwonem. - powiedział Kyu idąc w stronę Heechula. Ten podniósł głowę i widząc przyjaciela zerwał się na równe nogi.
- Nie mam pojęcia. Nikt nic mi nie mówi, każą czekać na lekarza, ale ten się jak na złość nie pojawia. To na pewno nie wróży nic dobrego. - mówił szybko nawet nie zauważając, że dłonie zaczęły mu się trząść ze stresu. - A co jak on nie przeżyje? W karetce nie oddychał. - dodał patrząc na przyjaciela jakby umiał on zobaczyć przyszłość i powiedzieć co się stanie.
- Spokojnie. Zobaczysz, że nic mu nie będzie. Za jakiś czas wyjdzie lekarz z uśmiechem i powie, że to tylko draśnięcie. - uspokajał go młodszy, ale sam nie wierzył w to co mówił. Jeśli Heechul mówił poważnie z tym, że Wielebny nie oddychał to może być poważne.
- Na pewno? - zapytał jeszcze Kociowładny.
- Jestem tego pewien, a teraz usiądź. - uśmiechnął się i posadził nadal roztrzęsionego przyjaciela na krześle siadając obok.
- Kyu.. To moja wina, że jest w takim stanie. Gdyby nie ja to miałby normalne życie pewnie nic złego by mu się nie przytrafiało. Nie musiałby też się martwić o takiego kretyna jak ja... A tak co ma? Obecnie walczenie o własne życie przeze mnie, a normalnie to stres i poszarpane nerwy przez moje zachowanie. - spuścił głowę. Pierwszy raz mówił o sobie jak o nieudaczniku przeszkadzającym wszystkim dookoła.
- Możesz przestać? Tym mu nie pomożesz, a zacznijmy od tego, że jakby nie chciał to by przy tobie nie był. Już dawno by cię zostawił jakby uważał tak jak ty. - wkurzył się Kyu. Wstał i zostawił Chula samego ze sobą. Po chwili wrócił z pielęgniarką.
- Proszę za mną Panie Kim. - powiedziała. Heechul ruszył za nią. Zaprowadziła go do jednoosobowej sali. Podała tabletki uspokajające i nasenne. Gdy zasnął zostawiła go samego. - Zrobiłam jak Pan kazał Panie Cho. - zameldowała Kyuhyunowi.
- Dziękuję. Tak będzie dla niego lepiej. To co przeżył to duża trauma. Mam nadzieję, że gdy się obudzi będzie lepiej.

czwartek, 23 stycznia 2014

Koszmarna niespodzianka ( Part 39/44 )

Co prawda miałam jeszcze czekać z tą notką ze względu na brak komentarzy, ale postanowiłam jednak dodać dziś.
Nie lubię tych ferii, bo niby je mam a choruję i nie mogę wyjść z domu ;c 
Mam nadzieję, że notka przypadnie Wa do gustu.. Miłego czytania >^.^< 
_________________________________________________________________

- Mamo on chyba się budzi.
- To dobrze.. Nie przestrasz go, może nadal być w szoku.
- Dobrze.
Heechul słyszał to jakby we mgle. Był jakby poza tym. Chciał otworzyć oczy, zrobić cokolwiek ale nie mógł nic. Dlaczego? Z całych sił starał się choć delikatnie uchylić powieki. W końcu jakiś czas później udało mu się to. Rozejrzał się wtedy po pomieszczeniu i uświadamiając sobie, że to nie zły sen a rzeczywistość zerwał się na równe nogi.
- Spokojnie. Usiądź. – usłyszał głos, a w następnej chwili został posadzony z powrotem na kanapie.
- Ale ja muszę..
- Tak wiem, musisz iść na policję. Zaraz tu będzie. Spokojnie. – chłopak trochę młodszy od niego uśmiechnął się ciepło.
- Dziękuję. – powiedział Hee trochę spokojniej.  Chwilę później pojawił się funkcjonariusz policji, który po wysłuchaniu opowieści zawiadomił dodatkowe wsparcie. Przy okazji wypytywał o wszystko. Czy wie w jakim stanie jest Siwon, czy może określić stan psychiczny Genga, czy jest możliwość, że Siwon może już nie żyć. Pomimo tego, że było mu ciężko odpowiedział na wszystkie zadane pytania.
- Dobrze. To by było na tyle. Niech Pan tu zostanie my się wszystkim zajmiemy i powiadomimy Pana gdy będzie po wszystkim. – mówił policjant gdy wsparcie dotarło.
- Pan sobie chyba żartuje. Też jadę. Nie wytrzymam tu. – zaczął Heechul. Nie wyobrażał sobie, że może siedzieć t bezczynnie i czekać na cokolwiek kiedy jego przyjaciel jest w niebezpieczeństwie.
- To niebez…
- Rozumiem doskonale. Teraz niech Pan już nic nie mówi, a wsiada i jedziemy. – przerwał mu i przekonany o tym co robi ruszył do radiowozu. – Idzie Pan? – dopytał jeszcze.
- Uparty facet. – mruknął jeszcze tylko policjant po czym zajął miejsce kierowcy. – Skoro już Pan musi jechać niech Pan to założy. – wręczył mu kamizelkę kuloodporną. – Z tego co Pan mówił ta osoba jest uzbrojona więc to się panu przyda. Proszę nic nie robić bez mojego pozwolenia, bo może to zaszkodzić akcji. Przy okazji pojedziemy pierwsi. Będzie Pan prowadził. – mówił i mówił, a Heechulowi się wydawało, że robi to specjalnie.
- Dorze, niech już Pan nie przeciąga tylko jedzie, bo może już być za późno. – wkurzył się w końcu. Po tym już bez słowa ruszyli. Hee jedynie wskazywał drogę od czasu do czasu wypowiadając przy tym pojedyncze słowo. Dla niego wszystko strasznie się ciągnęło, trwało wieki, a on chciał już tam być. Już chciał wiedzieć. Już chciał żeby było po wszystkim.
W tym czasie Hangeng myślał jak znajdzie ściągnie tu, a nawet zabije Heechula. Skoro on go nie mógł mieć to nikt nie będzie miał. Jego chore uczucie zaczęło przeradzać się w obsesję i nienawiść. Na początku chciał żyć u boku Kociowładnego jednak pazury, które ten pokazał całkowicie zmieniły jego nastawienie. Teraz kierowała nim nienawiść. Gdyby on go zaakceptował. Pokochał takiego jakim jest nic by się nie stało, ale on musiał robić na przekór.
- Czas zobaczyć co z tym dupkiem. – powiedział do siebie patrząc na zegarek i ruszył do pomieszczenia w którym przetrzymywał Siwona. W chwili obecnej Wielebny wisiał nad ziemią za ręce. Twarz miał zakrwawioną, a z rany postrzałowej w kolanie nadal ciurkiem spływała mała stróżka krwi.
- I co łajzo? Nadal myślisz, że wróci? – powiedział dosyć głośno w tym samym momencie uderzając z wielką siłą w brzuch Siwona.
- Tak. – sapnął kaszląc. Wszystko go bolało. To było jak piekło, ale znosił to. Wiedział, że Hee go nie zostawi. Ufał mu. – Jeszcze zobaczysz. Jeszcze będziesz tego żałował. – dodał z trudem za co oberwał tak mocno, że stracił przytomność.
Hangeng był na skraju utrzymania nerwów. Ten parszywy.. Jak on śmiał kpić sobie z niego? Jak mógł w takiej sytuacji być tak pewny siebie?
- Kurwa! – krzyknął kopiąc w drzwi. Nie mógł tego pojąć. W momencie w którym wyszedł coś mu się nie spodobało. W oddali zobaczył ukryty radiowóz i wiedział kto ich zawiadomił. Szybko wrócił do Wielebnego. Ściągnął go i trzymając nieprzytomnego wyszedł.
- Nie zbliżać się, bo rozwalę mu łeb! – krzyknął. Po tym policja już się nie kryła.
- Puść go i poddaj się! – tym tekstem tak rozbawili Genga, że wybuchnął śmiechem.
- Mam się poddać? – zapytał głupio. – Pewnie, oczywiście, a w zamian chcę lizaczka. – powiedział kpiąco i przystawił lufę pistoletu do głowy Siwona.
Heechul nie mógł tak stać i na to patrzeć. Hangeng kpił sobie ze wszystkiego. Nie powstrzymało go nic. W jednej chwili wyszedł z ukrycia pokazując się Hangengowi. Ten gdy tylko go zobaczył wycelował w jego ramię i strzelił. Kamizelka niestety na nic się nie zdała i Heechul leżał sycząc z bólu. To jednak było niczym. Gdy upadał widział, że Hangeng również osuwa się na ziemię. W tym właśnie momencie podszedł do niego policjant, który przewodził całą akcją.
- Jest Pan szalony? Mógł Pan zginąć. Dlatego nie chciałem, żeby Pan jechał, wiedziałem, że Pan nie wytrzyma. – był wkurzony i Hee mimo bólu uśmiechnął się wrednie. Uwielbiał robić ludziom na złość nawet w takich momentach.
- Co z Siwonem? – zapytał podnosząc się.
- Jest w ciężkim stanie. Właśnie go zabierają. – mówił już spokojniej. – Przez Pana wyskok jeden z naszych strzelił do porywacza. – pokręcił głową.
- I co.. Żyje? Umarł? – dopytywał.
- Pan sobie kpi? To są wyszkoleni ludzie wiedzą co mają robić w chwili zagrożenia. Nie ma szans na przeżycie, a to wszystko przez Pana. – warknął z wyrzutem.
- Jaka ulga. Chcę temu człowiekowi podziękować. – powiedział, a funkcjonariusz spojrzał na niego ze zbaraniałą miną.
- Słucham? – zapytał z niedowierzaniem.
 - Chcę mu podziękować za zabicie tego sukinsyna. Nawet Pan nie wie co ja przez niego przeszedłem. Jestem cholernie wdzięczny temu kto go zabił. Ale to potem. Teraz muszę jechać do szpitala z Siwonem. – w ostatniej chwili udało mu się dostać do karetki nim ta odjechała. To nareszcie koniec. Mogli odetchnąć z ulgą.
_________________________________________________________________

EDIT: COŚ MI SIĘ OSTATNIO DZIEJE Z KOMENTARZAMI. NIE DODAJE ICH, ALBO ZNIKAJĄ PO CHWILI. PROSZĘ KOPIOWAĆ KOMENTARZE PRZED WRZUCENIEM I SPRAWDZIĆ CZY DODAŁO, JEŚLI NIE TO SPRÓBOWAĆ JESZCZE RAZ ^^ PRZEPRASZAM ZA KŁOPOTY.

niedziela, 19 stycznia 2014

Koszmarna niespodzianka ( Part 38/44 )

Przepraszam, że musieliście tyle czekać, lecz nie miałam jak pisać. Rozpis rozdziałów całkowicie mnie zawiódł i nie miałam jak się na niego dostać. Dopiero dziś udało mi się go naprawić i od razu złapałam się za pisanie. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie. 
Następną notkę postaram się dodać za kilka dni. Miłego czytania i jeszcze raz wszystkich przepraszam. 

EDIT: COŚ MI SIĘ OSTATNIO DZIEJE Z KOMENTARZAMI. NIE DODAJE ICH, ALBO ZNIKAJĄ PO CHWILI. PROSZĘ KOPIOWAĆ KOMENTARZE PRZED WRZUCENIEM I SPRAWDZIĆ CZY DODAŁO, JEŚLI NIE TO SPRÓBOWAĆ JESZCZE RAZ ^^ PRZEPRASZAM ZA KŁOPOTY.
_________________________________________________________________________________


Hee biegł ile sił w nogach. Był osłabiony, ale się nie poddawał. Miał świadomość, że od tego czy zdoła uciec zależy życie nie tylko jego, ale i Siwona. To dodawało mu siły. Cały czas słyszał za sobą krzyki Hangenga karzącego mu wracać. Słyszał też strzały niedaleko siebie. Chcąc ich uniknąć zaczął biegać slalomem. Nie patrzył pod nogi. Ważne było to co jest przed nim. Dopóki nie przywali w drzewo będzie dobrze. Z taką taktyką niestety szybko zahaczył o wystający korzeń. Wywrócił się obijając boleśnie. Rozciął też sobie nogę oraz prawą dłoń, ale nawet nie zwrócił na to uwagi. Szybko się pozbierał i ruszył dalej. Czuł jak gałęzie biją go po twarzy. Nie przejmował się nimi. Ważna była w tym momencie ucieczka.
Po jakimś czasie zaczął opadać z sił. Płuca już go paliły żywym ogniem, nogi bolały. Na domiar wszystkiego zaczął odczuwać skutki upadku. Sapiąc ciężko obejrzał się za siebie czy jeszcze jest goniony i w tym momencie stracił grunt pod stopami. Zaczął się staczać z wysokiego wzniesienia. Nic już nie czuł. Odpłynął.
Hangeng zrezygnował z gonitwy już po chwili. Był lekko wstawiony. Widział podwójnie. Wiedział, że nie dogoni Heechula. Postanowił wrócić do Siwona. Gdy wkroczył do starego budynku Siwon był wpółprzytomny. Charczał strasznie plując krwią. Chińczyk uśmiechnął się na ten widok.
- Heechul uciekł. Zostawił cię. Tyle właśnie dla niego znaczysz. Zobaczył okazję i zwiał. – mówił kucając nad Siwonem.
- Wróci. – wysapał próbując się podciągnąć. Udałoby mu się gdyby Hangeng go nie popchnął. W rezultacie leżał na plecach.
- Nie wróci. Zdołałem go trafić jak uciekał. Kwestią czasu jest jego śmierć. Twoja zresztą też. Przykro mi, że będę musiał zabić przyjaciela z dzieciństwa. Było ci zostać księdzem jak marzyłeś kiedyś, a nie zakochiwać się w Księżniczce.  – powiedział po czym wstał i oddał jeden strzał przerywający ciężki oddech Wielebnego.
Hee obudził się strasznie obolały. Bolało go kolano, dłoń, bark płuca, ale chyba najbardziej głowa. Musiał porządnie się w nią uderzyć. Rozchylił powieki widząc przed sobą, a może raczej nad sobą sporo gałęzi. Poleżał chwile w bezruchu układając sobie wszystko po czym wyczołgał się spod ogromnego krzaku. Stanął nad nim i przyjrzał się dokładnie. Dziękował wszystkiemu co sprawiło, że gałęzi było tak dużo, że nie było widać co jest pod nimi. Możliwe, że to właśnie dzięki nim nie wpadł w ręce tego psychola. Jedyne o co się martwił to życie Siwona. Nie wiedział ile był nieprzytomny i nie wiedział też co dzieje się z Siwonem. 
- Nie trać czasu. – powiedział sam do siebie i ruszył w drogę szukając jakiejkolwiek żywej duszy. Maszerował strasznie długo. Nogi go bolały, w ustach miał pustynię, ale cały czas szedł. Niestety jak nikogo nie było tak nie ma. Po kilku godzinach wyczerpującej wędrówki w końcu na horyzoncie dostrzegł dom. Jeden jedyny dom oddalony od niego o sam nie wiedział ile. To jednak nie było ważne, bo narodziła się nadzieja na ratunek. Z nową energią ruszył przed siebie i po niedługim czasie stanął pod drzwiami. Zapukał do nich i czekał aż ktoś mu otworzy. Po chwili zapukał na nowo i jeszcze raz jednak odzewu nie było. Już tracił nadzieję kiedy usłyszał wolne kroi zbliżające się do drzwi. W następnej chwili te się uchyliły i stała przed nim kobieta w średnim wieku.
- Co ci jest?.. Pomóżcie mi! – krzyknęła od razu i dopadła słaniającego się na nogach Hee. Zaraz z pomocą przyszło jej dwóch młodych mężczyzn, którzy pomogli wejść mu do domu. Posadzili go na kanapie i podali szklankę wody. Nie minęła chwila, a szklanka była pusta.
- Co ci się stało?  W ogóle skąd się tu wziąłeś? – zaczęła pytać kobieta.
- Ja.. ja muszę go uratować. – wyszeptał Hee. – On tam został.. ja muszę.. muszę mu pomóc. Grozi mu niebezpieczeństwo.  – dodał cicho.
- Komu? Gdzie on jest? – padły kolejne pytania.
- Policja. Muszę iść.. iść na policję. – mówił nie zwracając uwagi na mieszkańców. – Muszę iść. Muszę go uratować. – łzy zaczęły mu spływać po policzkach.
- Nigdzie nie pójdziesz.. Nie w tym stanie . – Kobieta ściągnęła go z powrotem na kanapę.
- Muszę! – krzyknął nagle. – Jak nie ja to nikt mu nie pomoże. Muszę.. muszę iś… - zaczął odpływać.
- Halo.. Hej, obudź się słyszysz? – jeden z chłopaków zaczął próbować go obudzić. Hee jedynie na chwilę uchylił powieki by zaraz zapaść w kolejny sen.
- Połóżcie go i przynieście apteczkę. Niech ktoś też zadzwoni na policję. - usłyszał jeszcze tylko cichy głos kobiety nim nastała całkowita ciemność.

wtorek, 24 grudnia 2013

Już zawsze będziesz moim snem ( one-shot )

Jeszcze raz wesołych i spokojnych świąt. Mam nadzieję, że one-shot się spodoba. Do następnej notki >^,^<
_________________________________________________________________________________

Od odejścia Hangenga z zespołu minęło już sporo czasu. Wszystkim było z tego powodu ciężko, ale każdy jakoś dawał radę. Jedynym wyjątkiem był Heechul. Zachowywał się jak nie on. Nie był już tak wredny i zadziorny jak zawsze. Nie wychodził z pokoju kiedy nie musiał. Mało rozmawiał z kimkolwiek. Dopuszczał do siebie jedynie Hae. Na koncertach przy balladach zdarzało mu się płakać. Jednym słowem był załamany. Kolejny już wieczór spędzał w swoim pokoju nie mając zamiaru wychodzić. Reszta zespołu doskonale go rozumiała, a jednocześnie miała tego dość. Gdy ten jak co dzień siedział na parapecie i spoglądał za okno ktoś zapukał do jego drzwi.
- Hyung mogę? - głowa Hae wśliznęła się do środka.
- Wejdź. - odparł starszy odrywając wzrok od widoku i przenosząc go w stronę młodszego. - Znowu kazali ci mnie sprawdzać? - zapytał gdy tylko drzwi się zamknęły.
- Oni się o ciebie martwią Hyung. Ja też. - Hae podszedł do parapetu.
- Powiedz im, że nie muszą. Już nic sobie nie zrobię. - wrócił do oglądania ludzi z góry.
- To nawet nie o to chodzi. Wyjdź do nas czasem. Ja wiem, że ci ciężko, ale kilka słów to nic takiego. - Hae patrzył na niego smutno.
- Ja tak nie mogę. Nie mogę się zachowywać jakby go nie było. Do teraz się łudzę, że wróci i znowu się uśmiechnie mówiąc łamanym koreańskim. Wyczekuję tego codziennie. Co noc mam koszmary. Budzę się zapłakany. To.. po prostu boli. - zakończył wycierając łzy spływające po policzkach.
Hae od tak po prostu przytulił go i pozwolił płakać co też starszy uczynił. Wtulił się w niego i pociągał od czasu do czasu nosem. Po pół godziny dopiero się pozbierał i odsunął od Hae.
- Hyung nie płacz.. wyglądasz wtedy jak nie ty. - otarł mu mokre policzki.
- Dzięki młody. - potargał mu włosy i wstał żeby zapalić światło. - O kurwa.. trochę się zapuściłem. - powiedział spoglądając we własne odbicie. Miał włosy w nieładzie i dwudniowy zarost. Uroki urlopu.
- Nie jest tak źle. Wyglądasz nawet przystojniej i dojrzalej... Nie oznacza to oczywiście, że masz tak zostać. - dodał od razu widząc zainteresowanie na twarzy Hee.
Następnego dnia stało się coś nieoczekiwanego. W całym dormie zwykle hałaśliwym zapadła grobowa cisza.
- No co się patrzycie jak na ducha. Przecież chcieliście żebym wyszedł to jestem. - powiedział w końcu Hee zirytowany tą całą ciszą.
- Chcesz coś do jedzenia? Marnie wyglądasz. - pierwszy otrząsnął się Ryeo. Hee nawet nie zdążył odpowiedzieć, bo młodszego już nie było. Westchnął tylko i rozsiadł się pomiędzy innymi.
Po pewnym czasie wszyscy wrócili do normalności jedynie Hae siedział cicho z wielkim uśmiechem patrząc się na Kociowładnego.
- I co się gapisz głupia Rybo? - warknął na niego w końcu. Hae wtedy ocknął się wreszcie mrugając wielkimi ślepiami. Kiedy już do niego dotarło, że to do niego mówi wstał i przez pół kanapy i wszystkie osoby na niej siedzące przebiegł tylko po to żeby wpakować się na kolana Eunhyuka.
- Hae nie zachowuj się jak dziecko. - powiedział zgniatany obecnie raper. Mimo to przytulił do siebie drugie ciało i zaśmiał się patrząc w te wielkie ciemne oczy.
- Ale.. Heechul hyung mówi, że jestem głupią rybą, a ja nic nie zrobiłem. - poskarżył się.
- Mój ty biedaku... - palnął Kyu robiąc tak głupią minę, że wszyscy w tym samym momencie wybuchli gromkim śmiechem. Tylko Teukki pod uśmiechem Heechula zobaczył smutek. Rozumiał go doskonale i nie wiedział jak mam mu pomóc. Mimo wszystko cieszył się, że ten postanowił w końcu się przełamać i wyjść z pokoju.
Mijały dni, a może nawet tygodnie. Nikt nie miał czasu na sprawdzanie daty. Ciągłe występy, kolejne wywiady i gromadzące się z każdą chwilą oferty całkowicie wykańczały. Nie wiedzieć nawet kiedy zawitał listopad i liście zaczęły spadać z drzew. Potem szybko spadł śnieg i wszystko wydawało się szare i wybrakowane. Jedyną osobą, która cały czas miała energię i coraz bardziej się uśmiechała był Hae. Nie było jeszcze nawet grudnia, a on już ubierał choinkę nie zwracając uwagi na głupie teksty rzucane ze strony zmęczonych i poirytowanych przyjaciół.
- Nawet w święta nie pozwolą nam być z rodziną, bo wymyślili sobie program telewizyjny. Zamiast siedzieć z najbliższymi to my będziemy uśmiechać się do kamery. - marudził lider robiąc piątą już kawę.
- Nie narzekaj.. Zawsze mogło być gorzej. - próbował pocieszyć go na daremno Yesung.
- Nie denerwuj proszę. Jestem tak zmęczony, że nie wiem co mówię, a nie chcę niczego żałować. - ostrzegł chcąc wziąć łyk gorzkiego napoju. Już prawie się napił kiedy kubek zabrał mu Siwon i wylał całą jego zawartość do zlewu.
- Jesteś uzależniony. - powiedział z poważną miną. - Zamiast to pić idź po prostu spać. Nie ma już dziś nic w grafiku możesz spać. - dodał i nie zważając na protesty najstarszego pociągnął go do jego pokoju. Wyszedł stamtąd po pięciu minutach z lekkim uśmiechem.
- Z trudem, ale poszedł spać. - powiedział zadowolony. - Ja też idę i wam radzę to samo. - zwrócił się do pozostałych i sam poszedł do siebie.
W przeciągu godziny cały dorm pogrążył się w ciszy i ciemności. Jedynie z pokoju Heechula i Sungmina słychać było zduszony szloch.
Grudzień jak i święta przyszły stosunkowo szybko. Wszystko nie wiadomo kiedy minęło jak za jednym mrugnięciem. Nadszedł też występ w telewizji. Wszyscy uśmiechali się do kamery, śpiewali kolędy... Świetnie się bawili. Bynajmniej na zewnątrz. W środku każdy żałował, że nie może być w tej chwili z rodziną. Po godzinie dwudziestej drugiej byli już wolni i niesamowicie wyczerpani. Jadąc autem przysypiali i marzyli jedynie o ciepłych łóżkach. Do głowy żadnemu nie przyszło, żeby dzwonić do rodziców Gdy tylko przekroczyli próg dormu wszyscy zgodnie osądzili, że idą spać. Jedynie Donghae zabłądził w pokoju Eunhyuka, a Sungmin w pokoju Ryeowooka.
Heechul na wyczucie z zamkniętymi oczami trafił do swojego pokoju. Nie zapalając nawet światła wszedł do swojego łóżka i przykrył się kołdrą. Już zasypiał kiedy ktoś pogłaskał go po policzku. Zaskoczony otworzył oczy i to co ujrzał sprawiło, że w jego oczach znowu zabłysnęły łzy. Nie wiedział w którym momencie się podniósł i wtulił z utęsknieniem w drugie ciało.
- Tak tęskniłem. - powiedział pozwalając łzą spływać po policzkach.
- Ja też. - wyszeptał Hangeng przyciągając do siebie bliżej trzęsącego się Heechula.
- Dlaczego.. Jak się tu znalazłeś? - zapytał drżącym z niedowierzania głosem.
- To jest teraz mało ważne. Najważniejsze, że mogę cię przytulić. - powiedział i pocałował go w policzek.
Nic już więcej nie powiedzieli. Po prostu położyli się wtuleni w siebie i pogrążyli w pierwszym od dawna spokojnym śnie.
Następnego dnia Heechul obudził się sam w łóżku. Przestraszony, że może tylko mu się przyśniło zdarzenie z poprzedniej nocy zaczął szukać czegokolwiek co by temu zaprzeczało. Kiedy jednak dojrzał na szafce nocnej naszyjnik oraz mały liścik. Szybko podszedł do łóżka i delikatnie podniósł obie rzeczy jakby się miały zaraz rozpaść. Delikatny uśmiech sam wpłynął na jego usta. Otworzył liścik, w którym starannym pismem chińskim zapisane było pięć słów.
"Już zawsze będziesz moim snem"
W tym momencie do Heechula dotarło, że to już na prawdę koniec. Mimo wszystko czuł się jakiś taki lekki. Założył naszyjnik i wyszedł do salonu gdzie zebrała się już reszta zespołu. Leeteuk akurat włączył telewizor. Gdy na ekranie pojawiło się imię byłego członka zespołu wszyscy umilkli. 
- Wszystkich fanów zespołu Super Junior zaskoczyło nagłe pojawienie się na lotnisku Gimpo byłego członka Hanegenga. Najprawdopodobniej spędził święta w Korei i obecnie wraca do Chin. 
W tym momencie Hee chrząknął zwracając na siebie uwagę. Został obdarzony wystraszonymi spojrzeniami kolegów z zespołu. 
- No już nie patrzcie tak po mnie. Nec mi się nie stanie. Pogodziłem się z jego odejściem. Zostanie on jedynie moim snem. 
Hee w naszyjniku XD .. Niestety nie znalazłam nigdzie takiego znaczku, żeby móc go umieścić w opku ^^

niedziela, 22 grudnia 2013

Koszmarna niespodzianka ( Part 37/44 )

No więc po pierwsze chcę serdecznie podziękować, za 29 tysięcy wyświetleń. Cieszy mnie bardzo, że nadal ze mną jesteście. Szykuję dla was niespodziankę na święta i mam nadzieję, że się wyrobię z pisaniem. Co do tej notki to w założeniach miała być dwa razy dłuższa, ale coś mi nie pykło także jest ile jest. 
Tak zawczasu chcę Wam życzyć zdrowych i pogodnych świąt
Szczęścia i pomyślności
Radości i cierpliwości
Szampańskiego sylwestra 
Żeby wszystko szło po waszej myśli i nic wam nie stawało na drodze do spełniania marzeń >^.^< 

Dziękuję, że ze mną jesteście i mam nadzieję, że będziecie przez jeszcze długi czas. Zapraszam do czytania jak i komentowania... 

EDIT: COŚ MI SIĘ OSTATNIO DZIEJE Z KOMENTARZAMI. NIE DODAJE ICH, ALBO ZNIKAJĄ PO CHWILI. PROSZĘ KOPIOWAĆ KOMENTARZE PRZED WRZUCENIEM I SPRAWDZIĆ CZY DODAŁO, JEŚLI NIE TO SPRÓBOWAĆ JESZCZE RAZ ^^ PRZEPRASZAM ZA KŁOPOTY.
_________________________________________________________________________________

Hee obudził się w jakimś obcym pomieszczeniu. Nie wiedział gdzie jest, która jest godzina czy pora dnia, a co najważniejsze nie wiedział co się stało z Siwonem. Nim stracił przytomność widział jak ten próbuje uciec, ale nie wiedział czy to mu się udało. Gdyby tak było mógłby sprowadzić jakąś pomoc. Spróbował się podnieść do siadu mimo tępego bólu głowy. Nim mu się to udało wykonał trzy próby. Teraz dokładnie widział pomieszczenie, w którym obecnie się znajdował. Przed nim były drzwi. żadnych okien i wysoko umiejscowiony sufit. Gdy zerknął w prawo zobaczył jakąś szafeczkę. Mając nikłą nadzieję na.. sam nie wiedział na co, ale ruszył w jej kierunku i otworzył malutkie szufladki. Na jego nieszczęście te były puste. Obejrzał się więc za siebie, ale tam nie było nic. Westchnął zrezygnowany i usiadł przy szafce. W tym właśnie momencie usłyszał kaszlenie dobiegające z jednego z kątów. Nie bardzo widział zarys, ale gdy podszedł bliżej rozpoznał w skulonej postaci Siwona. Podbiegł do niego czym prędzej i zaczął delikatnie potrząsać budzącym się przyjacielem.
- Siwon.. Wstawaj, wstawaj słyszysz? - mówił do niego.
- Gdzie jesteśmy? - wychrypiał Wielebny.
- Nie mam pojęcia, ale mogę się założyć, że to sprawka Genga. - odparł Hee - To wszystko moja wina. To ja cię w to wplątałem, gdyby nie ja miałbyś normalne życie i nie siedziałbyś tu teraz. - zaczął szeptać jakby do siebie. Bolało go, że przez niego Siwon musiał przechodzić przez jego piekło. Obwiniał się, że po niego zadzwonił. Miał też pretensje do siebie za to, że nie pomyślał o urządzeniu namierzającym od razu. Jakby wtedy na to wpadł. Zanim wyszedł z domu. Może uniknęliby tego co się teraz dzieje.
- Nie przejmuj się. Nawet dobrze się stało, że jestem tu z tobą. Gdybym nie wyczuł, że coś się mogło stać nie przyjechałbym wtedy do ciebie... Poza tym nie może być tak, że on cię więzi. Nie możesz mu na to pozwalać... Zastanawia mnie również czy on jest szczęśliwy w takim związku, o ile związkiem to można nazwać kiedy ty się go boisz i szczerze nienawidzisz. Taki człowiek jak dla mnie nie ma ani sumienia, ani prawa bytu. Nie powinien zniewalać ukochanej osoby... - zakończył jakby uświadamiając sobie, że mówi to wszystko na głos. Hee spoglądał na niego wielkimi oczami. Miał teraz mętlik w głowie. Słowa Siwona w pewien sposób na niego wpłynęły. Dały siłę do walki. Obiecał sobie w tym momencie, że się nie podda i jakoś ich stąd wyciągnie.
Siedzieli w ciszy już od dłuższego czasu. Żaden nie wiedział jak zacząć rozmowę i czy w ogóle jest po co ją zaczynać. Oboje wyczekiwali przyjścia Hangenga. Hee nie mógł znieść tej bezczynności. Na co miał czekać? Przecież to jest jakieś chore. Nie dość, że ich uwięził to teraz wydaje się, że o nich zapomniał.
- Nie wiem jak ty, ale ja id... - nie skończył, bo przerwało mu obracanie się klucza w zamku. Momentalnie zamilkł i skierował wzburzony wzrok w drzwi. Nie miał zamiaru okazywać strachu. Nie da się. Już nie.
Drzwi się otworzyły, a stanął w nich Geng. Uśmiechnął się widząc, że oboje już nie śpią i uprzednio zapalając światło wszedł do środka zamykając za sobą drzwi na kluch. Spojrzał najpierw na Kima, jednak po chwili skierował spojrzenie na Choi'a. Momentalnie jego wyraz twarzy się zmienił. Był teraz ostry, skupiony i surowy jednocześnie. Patrzył na niego z obrzydzeniem i zdenerwowaniem. Powoli krok po kroku zaczął do niego podchodzić.
- Myślałeś, że was nie znajdę? Że jak go wywieziesz to dam wam spokój i odpuszczę? - zapytał - Muszę cię zawieść. Heechul był, jest i będzie mój czy tego chce czy nie i nawet ty tego nie zmienisz. - dodał, a gdy tylko Siwon otworzył usta by mu odpowiedzieć ten wymierzył mu solidnego kopniaka w brzuch co poskutkowało tym, że zamiast mówić zaczął kaszleć kuląc się i łapczywie starając złapać powietrze. Hee patrzył na to wszystko z boku. Nie mógł na razie nic zrobić. Musiał jeszcze trochę poczekać mimo chęci mordu na chińczyku.  Nawet nie drgnął przy kolejnych ciosach zadawanych Siwonowi. Zamknął jedynie oczy i starał się odciąć od tego co się tam działo. Gdy Hangeng to zauważył ogarnęła go furia. Zaprzestał katowania Siwona i podszedł do Heechula. Bez mrugnięcia okiem złapał go za włosy i siłą przytargał do Siwona.
- Dlaczego nie patrzysz na jego cierpienie co? Zerknij sobie do czego doprowadziłeś. To wszystko przez ciebie. Dzięki tobie tak cierpi. Gdybyś tylko nie mieszał go w nasze sprawy nie byłoby go tu teraz. - mówił wolno i wyraźnie patrząc prosto na Heechula.
- Nie.. Nie słuchaj.. Go. - wycharczał Siwona za co oberwał kolejnego kopniaka.
- Nie odzywaj się psie! - krzyknął. - Zostawię was teraz samych. Widzimy się za jakiś czas. Pomyśl o tym co ci powiedziałem Kociaku. - powiedział jeszcze na odchodne, a już po chwili nie było po nim śladu. Światło na nowo zgasło, a pomieszczenie zapadło w ciemności.
- On ma rację. To wszystko przeze mnie. Gdybym nie myślał tylko o sobie. Tylko o tym, żeby się od niego uwolnić. Gdybym pomyślał co się może stać... Tak cię przepraszam. Jestem beznadziejnym hyungiem... Przepraszam. Zobaczysz, że nas stąd wyciągnę. Choćby nie wiem jaka miała być tego cena to nas uwolnię. Śpij teraz. Musisz odpocząć. - zakończył i kładąc głowę Siwona sobie na kolanach zaczął go delikatnie głaskać. Poczekał aż ten zaśnie po czym sam pozwolił sobie na krótki odpoczynek.
Hee zbudził się jakiś czas potem. Pierwsze co mu nie pasowało to brak ciężaru na kolanach, za to drugie to krępujące więzy na dłoniach. Rozchylił delikatnie powieki, żeby zobaczyć co się dzieje. To co ujrzał sprawiło, że od razu się rozbudził. Wstał też na równe nogi i chciał podbiec do zakrwawionego Siwona leżącego po przeciwnej stronie pomieszczenia, ale gdy wykonał pierwsze kroki ręce zostały pociągnięte do tyłu.
- Mogłem się tego spodziewać. - powiedział sam do siebie spoglądając do tyłu. Lina którą miał na nadgarstkach była połączona z drugą przymocowaną do ściany. zrezygnowany wrócił na miejsce. Siedział bezczynnie przez chwilę póki nie zaczęła go ta sytuacja denerwować. Wstał wtedy i zaczął na ślepo rozwiązywać węzły. Wkurzał się przy tym jak nigdy, ale w końcu mu się udało. pozostały tylko te na nadgarstkach, ale z nimi było prościej. po kolejnych chwilach był już wolny i siedział przy nieprzytomnym Siwonie. W chwili gdy ten się wybudził do pomieszczenia wszedł zdenerwowany chińczyk. Odepchnął Heechula od drugiego mężczyzny i zaczął na niego wrzeszczeć. Kompletnie olał Kociowładnego. Ten za to przyglądał mu się zaciekawiony. Gdy dostrzegł, że ten się chwieje wykorzystał sytuację. Po cichu zakradł się pod drzwi które nie zostały zamknięte i patrząc przepraszająco na Siwona wybiegł ze środka. Znalazł się w jakimś lesie. Nie zastanawiał się nad kierunkiem ucieczki. Pobiegł w pierwszym lepszym kierunku słysząc za sobą krzyki Hangenga. Bał się. Zwłaszcza słysząc strzały. Modlił się, żeby Siwonowi nic się nie stało. Musiał sprowadzić pomoc i uratować przyjaciela.

sobota, 7 grudnia 2013

Koszmarna niespodzianka ( Part 36/44 )

No więc może zacznę od tego, że bardzo, ale to bardzo przepraszam za tak długą przerwę. Nie planowałam jej. Wiem, że to marne usprawiedliwienie, ale taka jest prawda, że na nic nie mam czasu. Cały czas nauka. Jak się nie uczę to śpię także serio nie ma kiedy pisać. To powstawało na lekcjach religii... Postaram się więcej pisać, ale nic nie obiecuję, bo teraz będę miała próbne testy -.- 
Miłego czytania i jeszcze raz przepraszam. 
EDIT: COŚ MI SIĘ OSTATNIO DZIEJE Z KOMENTARZAMI. NIE DODAJE ICH, ALBO ZNIKAJĄ PO CHWILI. PROSZĘ KOPIOWAĆ KOMENTARZE PRZED WRZUCENIEM I SPRAWDZIĆ CZY DODAŁO, JEŚLI NIE TO SPRÓBOWAĆ JESZCZE RAZ ^^ PRZEPRASZAM ZA KŁOPOTY.
_________________________________________________________________________________

- Czekaj no chwilę.. Mówisz, że ten.. pomyleniec zmusił cię do związku? - Siwon nie dowierzał. Ruszyło go to. Zacisnął palce na kierownicy, aż mu knykcie pobielały.
- No przecież mówię. Teraz siedziałem zamknięty i gdyby nie ty, to pewnie teraz nadal siedziałbym w domu czekając na tego psychola.
- Co za bydlak! - wrzasnął nagle Wielebny uderzając z całą siłą w kierownicę - Gdzie pojedziemy? - zapytał, gdy już się trochę uspokoił.
- Nie mam pojęcia. Jedyna osoba o jakiej pomyślałem to Kyu.. Mieszka na obrzeżach. Lepiej nie niepokoić reszty, bo on będzie mnie szukał. - mówił Hee w zastanowieniu. Był już tym zmęczony. Miał sobie przecież w końcu ułożyć życie, a tak to przez ten jebany wyjazd do Chin wszystko się posypało. Dlaczego to zawsze on musi mieć takiego pecha?
- To jakieś fatum. - szepnął do siebie co nie uszło uwadze Siwona.
- Co mówiłeś? - zapytał.
- Nie nic. Tak obie mruczę. - wyjaśnił powoli. W następnej chwili zaczął opuszczać fotel. - Ostatnio słabo sypiałem. Obudź mnie jak będziemy na miejscu. - powiedział po czym okrył się bluzą i postanowił w końcu odpocząć nie musząc się martwić o własne bezpieczeństwo.
Geng w tym czasie wszystko sobie na spokojnie układał. Wiedział doskonale, że Hee mu nie ucieknie. Zadbał o to, gdy odwoził go pijanego do domu. Mógł obmyślić spokojnie plan działania, a dopiero potem ukarać Heechula.
- Hee... Wstawaj jesteśmy.. - Siwon potrząsał lekko ramieniem przyjaciela. Najchętniej to by go nie budził, ale przecież nie zostawi go w aucie.
- Co..? To już? A tak fajnie mi się spało. - wydął policzki i naciągnął na siebie bardziej bluzę. - Która godzina? - ziewnął potężnie przeciągając się.
- Dochodzi dwudziesta. Miejmy nadzieję, że Kyu będzie w domu.
- Żartujesz sobie ze mnie? Przy jego nałogu nie ma innej opcji. - zaśmiał się Kociowładny po czym łapiąc swoją torbę opuścił pojazd trzaskając drzwiami. Siwon na to jedynie westchnął dołączając do niego.
Zapukali do drzwi, ale nikt im nie otworzył. Hee zaczął się denerwować. Był pewien, że ten Padalec jest w środku, ale pewnie udaje, że go nie ma. Po kolejnych dwóch minutach stania na mrozie wyprowadzony z równowagi zaczął się dobijać do drzwi.
- Otwieraj Kyu! Wiem, że tam jesteś! Nie próbuj mnie olewać, bo jak tam wejdę to osobiście wyślę cię na odwyk, a twoją 'żonę' potraktuję młotkiem! - wydzierał się kopiąc w drzwi. Nie musiał długo czekać aż drzwi się otworzyły i stanął w nich znudzony Kyuhyun.
- No nareszcie.. Jak mogłeś kazać mi tak długo czekać?
- Hyung~ nie gniewaj się, a poza tym to używaj czasem telefonu. - powiedział robiąc przejście.
- Już nie zaczynaj.. Pomieszkamy sobie trochę u ciebie. - powiedział Hee i wyłożył się na kanapie w salonie. Czuł się tu jak u siebie. Od jego ostatniego pobytu nic się nie zmieniło. Te same meble, te same ściany, ta sama podłoga. Jedyne co się zmieniło to bałagan, który gdzieś zniknął. Zawsze wszędzie było wszystkiego pełno, a teraz tego nie było.
- No spoko.. W domu nie ma mnie od rana do godziny czternastej także no.. chcę po powrocie mieć dom cały, a nie w kawałkach.
- Dalej pracujesz jako matematyk na tym uniwerku? - odezwał się w końcu Siwon.
- A co mam poradzić? Dobrze płacą, nie muszę się wysilać. Od czasu do czasu poznęcam się nad uczniami różnymi klasówkami tak dla rozrywki. Żyć nie umierać. Kawy?! - zawołał już z kuchni najmłodszy.
- Kawą będziesz mnie poił? Nic mocniejszego nie masz? - zapytał Hee. Od razu dało się słyszeć głośne westchnienie. Potem nastąpiło obijanie się o siebie szkła i w końcu podano soju.
- Przez was będę jutro pracował na kacu. - marudził Kyu.
- Nie wciskaj mi kitu. Znam cię nie od dziś i doskonale wiem ile potrafisz w siebie wlać, bo jesteśmy na tym samym poziomie.
- Oj tam czepiasz się.
- Jak zawszę bez krzty szacunku do starszych.. Pij, a nie gadaj. - zakończył rozmowę Heechul.
Późną nocą, gdy cała trójka była już trochę podpita, a zapasy soju nagle wcięło Kyu zarządził ciszę nocną.
- Hee kurwa to, że ty nie idziesz do pracy nie oznacza, że inni także. Zacznij śpiewać jeszcze raz, a będziesz spać na zewnątrz. - wydzierał się maknae. Kociowładny na to oświadczenie zastawił drzwi czym tylko dał radę i zaczął się wydzierać na nowo.
W tym czasie Hangeng był już w drodze. Wszystko miał idealnie zaplanowane i już niedługo mógł zacząć działać.
Siwon obudził się przed południem. Widząc, że Hee jeszcze śpi ruszył do kuchni i zabrał się za robienie jajecznicy. Zjedli we względnym spokoju oczywiście zaraz po tym jak Heechul wydostał się z pokoju.
- Dzwoniłeś do managerów, że bierzemy urlop? - zapytał Siwon zmywając naczynia.
- Osz cholera.. zapomniałem. Daj mi chwilę. - powiedział i już go nie było. Wrócił po pięciu minutach z wielką ulgą wypisaną na twarzy. - Z trudem, ale załatwiłem dla nas urlop. Podobno Geng też się dziś nie stawił. - dodał z obawą.
- To nie wróży dobrze. Nie wychodź beze mnie z domu. - powiedział zatroskany Wielebny. Wyglądał przy tym strasznie poważnie. Hee tylko przytaknął i zajął się swoimi sprawami.
Przez następne kilka dni nic szczególnego się nie działo. Można by powiedzieć, że było aż za dobrze. Hee wciąż był jednak niespokojny. Zastanawiał się czemu Hangeng do niego nie wydzwania. Tylko to mu nie pasowało. W normalnych okolicznościach musiałby wyciągać kartę, albo nawet zmienić telefon, ale.. Przestał się na niego patrzeć i szybko go podniósł. Dopiero teraz do niego dotarło. Czemu nie pomyślał o tym wcześniej? Otworzył klapkę i zaczął przyglądać się po kolei baterii, a następne karcie sim i karcie pamięci.
- Debil. Teraz już za późno. Ale powinien już dawno tu być. - powiedział do siebie odczepiając od wcześniej wyciągniętej baterii malutkie urządzenie..
Wieczorem Kyu wyszedł na zakupy, a kiedy w domu został jedynie Heechul i Siwon Hangeng zaczął realizować swój plan. Przez okno do salonu wpadły dwa pojemniczki, z których natychmiastowo zaczął wydostawać się gaz. Hee zaczął osuwać się na ziemię, Siwon próbował jakoś uciec jednak sam stracił przytomność będąc o krok od drzwi.

środa, 6 listopada 2013

Koszmarna niespodzianka ( Part 35/44 )

Tak minutkę przed północą w Korei puki jeszcze trwa rocznica Juniorków macie notkę ^^ 
Miłego czytania >^,^<
_________________________________________________________________________________

- Pojebało cię do reszty? Nie możesz mi zabronić wychodzić i spotykać się ze znajomymi. - powiedział Hee niesamowicie wnerwiony. Ledwo już nad sobą panował.
- Dlaczego nie? Jestem twoim chłopakiem zapomniałeś? - spytał spokojnie.
- Ty jesteś nienormalny. Może jeszcze kup mi obrożę z napisem "Własność zaborczego pojebanego Hangenga.. Nie dotykać bo zabije" co? Weź ty się idź lecz. - chciał go wyminąć, jednak Geng złapał go i przyszpilił do ściany.
- Nie pozwalaj sobie kocurku. - warknął. - Nie zapominaj do czego jestem zdolny. - dodał po czym go puścił. Hee prychnął tylko i pędem ruszył do siebie. Wpadł do pokoju i gorączkowo zaczął rozglądać się za ciuchami z wczoraj. Jak tylko je dopadł przeszukał wszystkie kieszenie. Nie znajdując tego na czym mu zależało na powrót zbiegł na dół.
- Oddawaj mi w tej chwili telefon i klucze do auta. - warknął wnerwiony na całego.
- Hmm pomyślmy... Nie. - powiedział, a Hee nie panując nad sobą już całkowicie wziął zamach i jego pięść idealnie wpasowała się w policzek oniemiałego Genga.
- Powiedziałem kurwa oddawaj mi moje rzeczy! - wydarł się. Potem nie czekał na odpowiedź. Ruszył do pokoju zajmowanego przez Genga i zaczął przekopywać wszystkie jego rzeczy w poszukiwaniu tych swoich dwóch tak bardzo mu teraz potrzebnych. Nie znalazł ich co jeszcze bardziej go wkurzyło.
- Gdzie to kurwa jest?! - wydarł się wkraczając na nowo do salonu. Tam Geng już jak gdyby nigdy nic siedział i oglądał telewizję. - Słuchasz... - nie dokończył, bo w oczy rzucił mu się barek, na którym spoczywał telefon oraz klucze do auta. - Cały czas tu leżały? - zapytał już spokojniej podchodząc do barku i zgarniając oba przedmioty.
- Tak. - padła krótka odpowiedź.
- To czemu nic nie powiedziałeś? Oberwałeś za głupotę. - powiedział i wyszedł. Nie wiedział czy ma go przeprosić czy nie dlatego tak wybrnął z całej sytuacji. Mimo wszystko czuł ulgę. Mógł się wyładować. Tylko jedno go zastanawiało. Dlaczego ten debil nie zareagował? Padł na łóżko w swoim pokoju i szybko wystukał esemesa do Siwona. Musi mu wszystko wyjaśnić. Jest sobota, mogą się spokojnie spotkać i pogadać. Nawet się jakoś szczególnie nie stroił. Wytłumaczyć się może kacem w końcu głowa nadal go boli, a po unoszeniu głosu tylko się to nasiliło.
Zszedł na dół. Najpierw udał się do kuchni. Znowu zapomina o kocie. Na szczęści to wierne zwierze nie ma mu tego za złe. Nakarmił Heebuma i pogłaskał chwilę.
- Uważaj na siebie kochanie. Tatuś na razie wychodzi. - szepnął do zwierzaka po czym podniósł się z klęczek.
- Wychodzę. - rzucił zakładając buty.
- Dokąd i z kim? - zapytał Geng, który jakby spod ziemi wyrósł przed nim.
- Z Siwonem. Nie ważne dokąd. - odparł irytując się na nowo. Czy on jest dzieckiem, żeby ze wszystkiego się spowiadał?
- Nie wychodzisz. - usłyszał stanowczy głos, a zaraz potem poczuł stanowczy i mocny uścisk na nadgarstku. Hangeng pociągnął go w stronę salonu, gdzie siłą usadowił go na kanapie.
- Chyba nie myślisz, że cię będę słuchać. Jakbyś jeszcze nie zauważył to jestem dorosły, a ty nie jesteś moją mamą. Nie potrzebuję twojego pozwolenia na wyjście z MOJEGO domu. - powiedział oburzony wstając, jednak zaraz siedział na powrót usadzony przez chińczyka.
- Jakbyś zapomniał to ci przypomnę. W każdej chwili coś może się stać albo tobie, albo Siwonowi. Tego byś raczej nie chciał co? Tak też myślałem. Zostajesz. - powiedział widząc zrezygnowanie na twarzy Hee. Miał go rozkochać, ale coś mu to nie wychodziło. To wszystko wina tej wrodzonej upartości jaką posiadał koreańczyk. - Wychodzę do agencji. Manager chciał się ze mną zobaczyć. Daj mi klucze. Wolę mieć pewność, że zostaniesz w domu. - wyciągnął dłoń, na którą Hee po chwili wahania położył klucze. - Do potem Kocie. - powiedział jeszcze na odchodne po czym wyszedł zamykając Heechula w domu.
Czuł się jak więzień we własnym mieszkaniu. W dodatku nie spotka się z Siwonem.. Siwon. Ze też wcześniej o nim nie pomyślał. Szybko złapał za telefon i wykręcił numer przyjaciela.
- Przyjedź do mnie szybko. Weź klucze do mojego domu. - powiedział gdy tylko Wielebny odebrał i rozłączył się nie czekając na odpowiedź. Miał nadzieję, że zdąży nim ten psychol wróci. Spakował kilka ubrań do torby i pieniądze oraz karty kredytowe, potem czekał w salonie na przyjaciela. Słysząc po prawie pół godziny przekręcany klucz w zamku aż wstrzymał oddech.
- Heechul..? - głos Siwona przyniósł mu wielką ulgę.
- Nareszcie. Co tak długo? Muszę uciekać. Wyjaśnię ci po drodze choć. - powiedział i wyszedł z domu czym prędzej. - Zamknij drzwi. - powiedział jeszcze wsiadając do auta. W drodze wyjaśnił Wielebnemu wszystko co wydarzyło się od niedzieli kiedy to został całkiem sam w domu, a Siwon wrócił do siebie.
Mniej więcej w tym samym czasie Geng podjechał z powrotem na podjazd posesji Heechula. Wysiadł z auta, zamknął je do porządku i ruszył do drzwi wejściowych. Przekręcił zamek, otworzył drzwi i wszedł do środka.
- Wróciłem! - krzyknął, ale nikt mu nie odpowiedział. Z ciekawości zerknął do sypialni Hee mając nadzieję, że ten akurat będzie spać. Mógłby wtedy na niego popatrzeć. Nie było go tam. To trochę zaniepokoiło Genga. Przeszukał cały dom, ale po Kociowładnym śladu nie było.
- Kurwa niech ja go dorwę. - syknął do siebie i ruszył do swojego pokoju. Złapał tam za urządzenie, które pikało co chwilę cichutko i uśmiechnął się do siebie. - Nie uciekniesz ode mnie choćbyś nie wiem jak chciał.